Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty

2014-07-22

Wyjrzeć zza ścian, zbliżyć się...





"To see the world,
things dangerous to come to,
to see behind walls,
draw closer,
to find each other
and to feel.
That is the purpose of life."

 

2014-01-26

Muzycznie


Dziś jeszcze dzień z Woolf, dziennikiem, Bloomsbury, morświnem...



(...) Lay me down
Let the only sound
Be the overflow
Pockets full of stones

Lay me down
Let the only sound
Be the overflow


2012-04-21

Razem mogą wszystko - "Nietykalni"


Mariusz Szczygieł na okładce książki "Śmierć pięknych saren" Oty Pavla napisał "to najbardziej antydepresyjna książka świata". Mnie, wychodząc z kina po obejrzeniu francuskiego filmu "Nietykalni" w reżyserii Erica Toledano i Oliviera Nakache, dokładnie te same słowa jako pierwsze przyszły na myśl. To najbardziej antydepresyjny film świata! Komedia arcydzieło, z dopuszczalną dawką wzruszeń. Podana lekko, świeżo, jak francuski ser na drewnianej desce, który w promieniach słonecznych wzrusza swym widokiem.
"Nietykalni" mnie uwiedli. Zresztą nie tylko mnie. We Francji obejrzało ten film już ponad 20 mln widzów. Omar Sy, odtwórca jednej z głównych ról został już odpowiednio doceniony i otrzymał Cezara dla najlepszego aktora (po raz pierwszy nagrodę w tej kategorii przyznano aktorowi ciemnoskóremu).  Ma w sobie niezwykłą naturalność, swobodę ruchów i wyrażania głośno myśli, zdawałoby się pozornie, że takich nie do końca na miejscu. Miałam wrażenie, że cały film toczy się bez kamer, bez powtarzania scen, jakby na żywo. Francois Cluzet, grający sparaliżowanego Philippa, dorównuje talentem nagrodzonemu. Jego wdzięczność za to kim stał się dla niego Driss, umiejscowiona na jedynej ruchomej części ciała, twarzy, sprawia, że siła wzbiera się w człowieku na sam ten widok. Jako duet dopełniają się perfekcyjnie, tworzą obraz niezwykle ujmujący, piękny, dający nadzieję. Obraz zastępujący współczucie szczerym śmiechem, a zagubienie oddaną przyjaźnią. Wydawało mi się, że nie trafię nigdy na szczerze piękną komedię, która nie pstryknie mnie kiczem, na początku, w połowie lub na koniec filmu. Ten film w całości jest piękny. I nie pamiętam kiedy tak pięknie do łez się uśmiałam... 
Opowiedziana w filmie historia zdarzyła się naprawdę. Unieruchomiony całkowicie na skutek wypadku milioner zatrudnia do pomocy i opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który trafia tam poniekąd z przypadku. Nigdy nie interesowała go sztuka, życie na choćby nizinach kulturalnych, a całym życiem i przyszłością była ulica. Miał trudne dzieciństwo, i czuł, że nic dobrego już go w życiu nie spotka. Był typem łagodnego łajdaka, obiboka i wychowanka z paryskiego blokowiska. Philippa jednak zachwycił i dał mu on szansę, a właściwie rzucił wyzwanie, by na miesiąc spróbował przyjąć tę pracę. Driss od początku podszedł do sprawy jak typowy Francuz, dla którego naturalność wydaje się wrodzona, jak świadomość rogalika francuskiego na śniadanie. Między dwoma mężczyznami rodzi się przyjaźń. Życie nabiera tempa i wartości, ale wszystko to nie dopuszcza wydumanego poglądu na niepełnosprawność. Śmiech jest tu podstawą. I miłość... oczywiście bez niej nie ma pięknych filmów.



tutaj autentyczni bohaterowie tej historii: Philippe Pozzo di Borgo i Abdel Sellou.
Nadal żyją i utrzymują ze sobą kontakt.

Mnie osobiście urzekła jeszcze muzyka; Ludovico Einaudi jest dla mnie równie udanym odkryciem, jak sam film. Wydaje się wręcz niemożliwe, że współgra z komedią. A jednak. Bo "Nietykalni" to coś więcej niż zwyczajna komedia. Takie filmy już się nie zdarzają. Nie ma w nim dramatu, jak sugeruje Kinoplex, jest z poczuciem humoru pokazane życie, które czasem zawodzi, ale siła i wiara drzemie w ludziach nie bez powodu. Czasem tylko brakuje im odpowiedniego bodźca, odpowiedniego człowieka obok siebie, dystansu i samozaparcia. Chciałabym w swoim życiu trafiać na takich właśnie ludzi. Tymczasem wsłuchuję się w muzykę i wspominam Drissa i Philippa.





2012-02-29

Uno momento mortis

 

Nim napiszesz wiersz
pomyśl i zważ
jak dalece słuszny to krok
i czy naprawdę masz czas
żeby pisać wiersz
żeby pisać wiersz

Może raczej wstań

może lepiej leż
literatura jest piękna i bez
podobnie jak ten
dogasający już dzień
i gęstniejący już mrok

Zanim doliczysz do stu

dawno zapomnisz o dniu
zanim doliczysz do stu

Nim wykonasz pieśń

pomyśl i sprawdź
czy nie piękniej robi to szpak
i czy w ogóle jest sens
wykonywać pieśń
wykonywać pieśń

Może raczej śpij

może lepiej patrz
twe obyczaje są łagodne i tak
przeciwnie niż ten
dogasający już sen
i patetyczny nasz świat

Zanim doliczysz do trzech

dawno zapomnisz i mnie
zanim doliczysz do trzech

Nim napiszesz wiersz

pomyśl i zważ
jak dalece słuszny to krok
i czy naprawdę masz czas
żeby pisać wiersz
żeby pisać wiersz

(muzyka Grzegorz Turnau, słowa Grzegorz Turnau - z płyty "To tu, to tam", 2010)

Dobry to będzie dzień. Kawa o szóstej, Turnau przy stole. Za oknem cieplej, już stopę wystawiłam, i ucho też. Ptaki nucą swe poranne melodie, niebo strzepuje resztki zimowej szarości. Miłego pięknego przeżywania. Albo przebywania, jak kto woli. Grunt to dobrze zacząć dzień :)

2011-09-26

"tam gdzie pasą się mgły o poranku"...


Czas. Stał się tak rozległą i rozlaną materią, że nie jestem w stanie dotrzeć do żadnego brzegu, by w suszy i spokoju pojąć jego zamiary. Wymyka się mi tak wiele, na co jeszcze rok temu wędki zarzucałam, że zastanawiam się czy prowadzenie tego bloga ma jeszcze jakikolwiek sens. Jestem tu chaotyczna, nieregularna i nadmiar tematów sprawia, że skupienie tylko wierci się we mnie bezradnie, z czego wychodzi psinco. A wypośrodkować mnie jest trudno. Rezygnacja przychodzi z trudem, w kilku jednak warstwach trudno się poruszać. Oddychać swobodnie bez napinania i tak wszechobecnego biegu. Pisanie nocami odpada... dzień kończę na lekturze w wannie, od lat bez zatopienia książki ku zdziwieniu mojemu, ale pisać o nich już mi trudno, bo wychodzę delikatnie mówiąc niewyraźna. Trafiam do łóżka (albo i nie), układam plan dnia następnego i zasypiam zwykle na etapie ustalania południa, zupełnie niezdolna do tego by śnić. Budząc się rano czasem nie wiem jaki mamy dzień i do której pracy się wybieram, jak mam się ubrać, i czy wkładać papierosy do torebki czy aparat fotograficzny. Dopiero po pierwszej kawie i przeanalizowaniu kalendarza napływa upragniona równowaga. Czy to przemęczenie? Czy normalność wpisana w nasze czasy? Nie tracę kontroli nad drobiazgami, pasją mam szczęście się otulać jak skrzydłami anioła, ale całość życia mojego i innych doprowadza mnie do refleksji mało pozytywnych. Ludzie tracą kontrolę nad sobą. Wszystko dzieje się poza obrębem wewnętrznych potrzeb, uprzedzamy dusz własnych zamiary, które pozostają w cieniu przeciętnych dni. A przecież powinno być na odwrót. To dusza jest naszą latarnią. Znacznie lepiej człowiek się czuje działając w jej blasku. Ilu było to dane historia kiedyś zapyta?

Charlie zaczął czwartą klasę. Kto ma dzieci w szkole ten wie, że nie kończy się na sześciokilogramowym plecaku. Nadmiar nauki, zadań, nowych wyzwań, prześciganie się niektórych nauczycieli we własnych ambicjach sprawia, że kolejne pięć kilo strachu zbieramy każdego tygodnia, po kilogramie dziennie. Nie jest źle, Charlie daje radę, ale zarówno fizyczna jak i psychiczna pomoc dziecku w momencie zmian, wymaga minimum dwóch godzin dziennie. Najpierw odstresowanie, dojście do ładu z czterema czasem ocenami dziennie, potem spięcie ciał i umysłów, i praca do dziewiętnastej. W tym czasie młodsza o sześć lat Lola musi dojrzewać szybciej. Wsłuchuje się w powtórkę z historii, pomaga bratu ułożyć zdania o sobie do wypracowania z polskiego, wie co to kierunki świata, biega okrążenia wokół boiska szkolnego i wie kim jest Colin z "Tajemniczego ogrodu". Mając niespełna pięć lat. Chciałabym momentami zatrzymać to wszystko...bo umyka mi zbyt wiele. Nawet słów nie dosięgam odpowiednich.

Tymczasem jestem chora. Jak każdej jesieni o tej porze krtań mi atakuje, i może bredzę trochę w gorączce, co wybaczcie moi mili. Porzucam więc miasto i idę... ach, jak mi ta płyta spasowała.

Tam gdzie wślizguje się źdźbłem złotym ostatnim - pole w las
tam gdzie pasą się mgły o poranku rosa lśni
tam gdzie leżę cicho na wznak tam ślizga się po mnie wiatr
łopatki znaczą w mchu ślad
porzuć miasto i chodź...
musisz tu przyjść


szeleszczą liście
gałęzie skrzypią
oddycham szybciej
czuję że idziesz
opady szyszek
w skroniach dudnienie
musisz tu przyjść
słyszysz jak wołam?

Kasia Nosowska "O lesie"

2011-08-23

Nadal tu jestem...


Nie pamiętam kiedy nie spałam o 2.50... odtwarzam, i odtwarzam, nim ostatnia nuta na dobre ucichnie, odpalam ponownie emocje, jak papierosa za papierosem.
Nowy album Kasi Nosowskiej w sklepach 16 września. Tymczasem singlem się zachwycam.




Do ust mnie nieś i dław, zachłystuj się,
Wyjąkaj ten głód i jedz łapczywie znów,
Nim rozbełta ci spojrzenie, dziwny wstyd,
Nim zostawisz mnie jak pełen resztek stół.

W łazience prowokujesz torsje,
I twoje serce, zwraca na posadzkę, chłodną,
podniecenie
Całą czułość, uwielbienie 
bulimiczne serce zwraca na posadzkę całą moją miłość,
Myjesz palce...


Ślę nocne, ciepłe myśli do Londynu, skąd przywiało tę magiczną bezsenność
Dobranoc M.



2011-03-08

Adele, czyli pomrukiwanie nocą


Zaczęło się dwa tygodnie temu, i od tej pory zasypiam z Adele. Dziś nawet udało mi się kilka dobrych dźwięków uchwycić na pianinie i jestem w stanie powtarzać się do rana, byle tylko nie zapomnieć tego co się nauczyłam... Nie jestem konsekwentna z nauce, pewnie zakończę na znajomości tylko jednej czwartej piosenki, bo poziom wirtuozerii wzrósł w pierwszej minucie i się przeraziłam. A teraz sprawię sobie przyjemność i kiepskim angielskim akcentem pomruczę sobie w wannie  :)
Rano wstanę. Prawda, że wstanę?
Miłego dnia Kobietki. Wiosny Wam życzę i śniadań do łóżek :)





2010-10-26

Krok w przód, dwa w tył

Nie wiem kiedy ja zdołam napisać to wszystko co w sobie noszę... chyba nie jestem w stanie nadążać za rzeczywistością i w słowa ją przemieniać, jak to kiedyś w zwyczaju miałam. Wszędzie mam zaległości, w czytaniu, przeglądaniu, podkreślaniu, notowaniu, pisaniu, w antykwariacie, w listach... w jedzeniu, spacerze, prasowaniu, ludkach z kasztanów... w słuchaniu, przedmowie i rozmowie.
Każdego dnia o północy obiecuję sobie, że dnia następnego zrobię więcej dla siebie.
Może jutro się uda.

"Mercy Street" - Peter Gabriel




p.s kto mnie nauczy wstawiać filmik z You tube na blog? Przewiduję nagrodę w postaci bukietu mojej wdzięczności przepasanej radością :)

Już potrafię! Dziękuję Żono Programisty! Dziękuję Kate!

I jeszcze jedno, dostałam dziś taki e-mail: Mam problem z wejściem na Twojego nowego bloga. Ile razy wchodzę na niego to na około 1 minute zawiesza mi się internet. Na początku myślałam, że może mam przepełniony dysk i dlatego się tak dzieje, ale internet blokuje mi się tylko u Ciebie i niestety nie mogę dojść dlaczego... czy jeszcze ktoś ma tego typu problemy, bądź z zamieszczaniem komentarzy? Może to ja mam coś nie tak nadal w ustawieniach?