Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

2015-12-26

Dobrych ludzi i miłych słów



Długa przerwa blogowa za mną. Uzasadniona, ale o tym nie dziś, bo dziś odpoczywam i jutro też planuję jedynie słuchać, czytać, trzymać futrzaki na kolanach, jeść rogaliki waniliowe i grać w nową planszówkę z dziećmi. Jednak poczułam dziś wielką potrzebę zajrzenia w miejsce, za którym przynajmniej kilka osób tęskni. To dla mnie bardzo miłe, te maile i wiadomości na fb z zapytaniami co się stało, gdzie jestem, czy wrócę. Słowa mają wielką moc, dają siłę, podnoszą, wznoszą i ogrzewają wewnątrz. Czasami powodują łzy wzruszenia, czasem niekontrolowane, ekstatyczne gesty. Przyśpieszone bicie serca. Rozmarzenie. Stopniowe wypełnianie szczęściem. Pod każdą postacią, same w sobie i wykorzystane w sposób przemyślany przez innych. Mam wrażenie jednak, że coraz rzadziej słowo bywa potrzebne. Ludzie zadowalają się czymś zupełnie innym. Coraz krótsze bywają nawet życzenia świąteczne, więcej grafik i migających gwiazdeczek. Niewielu się chce. Tak jak Szurensowi pomalować orzechy i okleić słowami. Nie byle jakimi, Virginią Woolf. Dlatego tu jestem dziś, dlatego chcę tu wrócić. Dzięki ludziom i dla ludzi, dla których słowo i miłe gesty są przyjemnością. Dziękuję, że czekacie, obiecuję bywać częściej i niebawem zdradzić powód mojej nieobecności. Tymczasem życzę Wam dobrych ludzi wokół siebie, drobnych niespodziewanych przyjemności, miłości na dzień dobry i na dobranoc, właściwie obranych dróg, inspiracji, pasji, marzeń i miłych słów. Od innych i dla innych. Wesołych Świąt :)   

2015-06-09

"Odloty"





Odloty

Czy chciałabyś ze mną odlecieć?
Na krótko, do Juraty albo nawet do Paryża,
o którym wciąż opowiadasz, ale nigdy nie byłaś.
Chcesz, zabukuję bilety na samolot z Pyrzowic.
Ale jeśli się boisz, to niech będzie autokar,
dalekosiężny, z klimą, albo przejażdżka
rowerem do lasu nad staw, rdzawobrązowy,
tam gdzie lilia złotogłów i żółte grążele.
Wiesz, nie musimy wyjeżdżać, dobrze jest
zostać w domu
na ławeczce pod brzozą, zagramy w warcaby
albo w inteligencję, rzuć jakiś krótki rzeczownik.
Lecz jeśli nie masz ochoty,
będziemy patrzeć na drzewa. Grab urósł taki wysoki,
jarzębina się kłania i wiotki tamaryszek,
psy psioczą, baraszkują, możemy się położyć
na kocu i słuchać, jak sobie bzyczy
igła z nitką na niebie,
ten bez nas do Paryża ekspres.


Jerzy Kronhold



Zaczynam się martwić, kiedy nie widzę mojego sąsiada Poety kilka dni. Do tego stopnia, że czytam przed snem jego wiersze. Może słowa odbiją się echem od domu, w którym mieszka, może się uśmiechnie na ten dźwięk i znowu spotkam go na porannym spacerze z psem. 
Niedawno kolega napisał, że brakuje mu tego, żeby ktoś pięknie do niego mówił.
Mnie czasem brakuje chociaż spojrzenia na kogoś kto wiem, że pięknie mówi. Pewności, że nadal jest.
Wtedy uśmiecham się i robię swoje. Szczęśliwsza.

2014-01-25

"Ośmielę się powiedzieć, że niewiele jest kobiet szczęśliwszych ode mnie"


Portret Virginii Woolf - Włodzimierz Janota, 2011r.

w razie pożaru wynoszę to....

"Writers Tears" - niespodzianka od męża :)


"nigdy nie udawać, że rzeczy, których się nie ma, są niewarte posiadania... Nie udawać nigdy, że dzieci, na przykład, da się zastąpić czymś innym" (D 2 I 1923)

"Człowiek zagłębia się w studnię i nic nie uchroni go przed doznaniem prawdy. Tam, w dole, nie mogę pisać ani czytać. A przecież istnieję. Jestem. I zadaję sobie pytanie: czym jestem? i bardziej niż na powierzchni bliska jestem znalezienia odpowiedzi, która okazuje się jednak mniej pochlebna - bo, prawdę powiedziawszy, na powierzchni chwalą mnie bardziej niż na to zasługuję" (D 28 IX 1926)

"Ośmielę się powiedzieć, że niewiele jest kobiet szczęśliwszych ode mnie - choć nie uważam się za kogoś wyjątkowego; czuję jednak, że dane mi jest prawdziwie upajać się życiem, a jest w nim mnóstwo szampana. Małżeństwo moje nigdy nie było nudne; co to, to nie" (D 26 VII 1930)

"Moim zdaniem, nie starzejemy się, a tylko nieustannie zmieniamy naszą pozycję wobec słońca" (D 2 X 1932)

A na dobranoc fragment "Fal":

"Słońce wpadało ostrymi klinami do pokoju. Wszystko, czego światło dotknęło, pogrążało się w fanatycznym bycie. Talerz przypominał białe jezioro. Nóż wyglądał jak lodowy sztylet. Nagle ukazały się szklanki wsparte na smugach światła. Stoły i krzesła wypłynęły na powierzchnię, jakby przedtem były pogrążone w wodzie i teraz wypłynęły pokryte cienką mgiełką czerwieni, pomarańczu, purpury, jak meszek na skórce dojrzałych owoców. Żyłki na szkliwie porcelany, słoje drewna i włókna maty nabierały coraz delikatniejszego rysunku. . Nigdzie nie było cienia. Wazon był tak zielony, że spojrzenie, które jak przez lejek zdawał się wchłaniać intensywnością barwy, przylegało doń jak pijawka. Potem kształty wypełniły się i obrysowały ostrymi krawędziami. Tutaj  było wybrzuszenie krzesła, tam bryła kredensu. Wzmagając się, światło pędziło przed sobą stada cieni, które łączyły się w jedną masę, zawisając w głębi wielokrotnie nałożonymi warstwami" - przeł. Lech Czyżewski

2014-01-09

Lola



Kocham ją nie tylko za to jaka jest. Kocham ją przede wszystkim za to, jaka ja jestem dzięki niej. I tak już od siedmiu lat. Staje się panienką z własnym planem na życie. Już nie lubi empi, ani też noszenia przeze mnie tornistra. Chce być samodzielna, i dzielna też. Zawsze uśmiechnięta, z przerwami na zastanowienie. Na pytanie co robisz kiedy nikt nie widzi odpowiedziała podkradam surowe ciasto. Lubi kąpiel w wannie w malinowym czepku, sny, muzykę, taniec, czytanie mi, a potem kiedy ja czytam jej. I wieczorne (nie)poważne rozmowy i śmiechy w łóżku, aż po czkawkę. Najpierw jej, potem moją. Turlamy się w pościeli, nad głowami gwiazdy. Mogłabym tak spędzić resztę życia.

2013-05-10

Co z tą miłością zrobić




"Rainer Maria Rilke w liście z 17 lutego 1903 roku do młodego poety Xavera Kappusa: Jeśli dzień powszedni zdaje się Panu ubogi, niech go Pan za to nie obwinia; siebie niech Pan oskarża, niech Pan sobie powie, że nie dość jest poetą, by wysławiać bogactwa codzienności.
Przez godzinę piłuję na polanie pień uschniętego modrzewia. Słońce nadaje miąższowi drewna przyjemną barwę. Są rzeczy, których ludzkie oko nie ma prawa oglądać (...)
Sunę po jedwabiu. Plusk wioseł w ciszy... Psy nie piszczały, kiedy wypłynąłem na pełne jezioro, i teraz biegną na południe. 
Docieram do lodowego czopu, który pływa z dala od brzegu. Kostki lodu grzechoczą w słońcu. Trwam bez ruchu na chłodnym zwierciadle. O dwa metry od dziobu foka wystawia głowę i mnie obserwuje. Nie ma rąk i nóg, lecz coś starczego w oczach, jej spojrzenie jest równie głębokie jak jej włości. Mówię do niej, słucha, przygląda mi się z uwagą krótkowidza i daje nura."

W różnych miejscach ludzie dopatrują się swojego szczęścia. Niektórzy aż "W syberyjskich lasach", jak Sylvain Tesson, autor powyższych słów. Najważniejsze to nauczyć się czerpać z bogactw codzienności, zupełnie się oddać przyjemności patrzenia i odczuwania. Dziś odwiedziła mnie koleżanka, z Kornwalii. Zauważyła gburowatość w naszych sklepach, nieprzyjemność w miejscach, gdzie trafiała na ludzi. Woli spacerować z dzieckiem godzinami, niż ocierać się o tę chropowatość dnia, jaką większość kreuje, zarażając jeden drugiego. Coraz częściej przyroda i samotność przychylniejsza jest szczęściu. Ludzie łatwo zabijają dzień. Wszędzie pełno narzekań. Uśmiechy pod ladą. Surowość. Niedostępność. Brak empatii. Ciągła negacja. Coraz rzadziej życzy się miłego dnia.

A w domu mam tyle miłości. Oszalałabym bez niej.

- Ale ja cię kocham mamo! - rzuciła mi się na szyję Lola przed snem.
- Ja ciebie też kochanie! - wtuliłam się prawie na bezdechu.
- Ale ja inaczej, ja tak bardzo, że aż nie wiem co powiedzieć i co z tą miłością mam zrobić.

Gdyby tak cały świat nadmiarem miłości wzdychał.

2013-04-18

"Pani Dalloway powiedziała,że sama kupi kwiaty"


Wszystko zaczyna nabierać barw. Zieleni w pierwszej kolejności. Z każdej strony doszukuję się koloru harmonii. Mało denerwujące stały się dziury, im wolniej wiejską drogą dojadę do pracy, tym więcej mam w sobie ciepła dla innych na cały dzień. Przed domem krokusy, zalążki tulipanów, w domu hiacynty i kwitnące storczyki, w pracy żonkile. Mnóstwo planów, ale w odpowiednim tempie. Wiosną się częściej zatrzymuję, tylko po to, by odczuwać i widzieć więcej. Z niecierpliwością czekam na kolejny poranek, kawę przy kuchennym oknie, i skubanie trawy przez sarny. Ten widok noszę w sobie przez cały dzień pracy i nawet nie wiem kiedy znów stoję przy oknie w kuchni. A wieczorami nadal uparcie zatapiam się w zielenie, co Virginii się udzieliło. Pięknie jej w tych barwach. A Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty.






"Bo prawdą jest, że ludzie mają w sobie tylko tyle dobroci, tyle wiary, tyle miłosierdzia, ile im potrzeba, by zwiększyć rozkosz chwili" - Virginia Woolf, "Pani Dalloway" (przeł. Krystyna Tarnowska)

Notes został wykonany przeze mnie na zamówienie. Wielka to dla mnie przyjemność dzielić się miłości do Virginii, i obecną do zieleni. Mam nadzieję, że będzie zawierał w sobie same pozytywne myśli. Trudno mi było się z nim rozstać (jak ze wszystkimi pracami :), ale już doszły mnie wieści, że dotarł, nigdzie nie zaginął, spodobał się i na pewno będzie mu w nowej szufladzie dobrze.

Dziś trafiłam na stronie Krytyki Politycznej na cytat dnia, który zostaje w temacie Virginii i świadomego wykorzystywania dnia, rzeczywistości, codzienności...

"Kiedy więc każę Wam zarabiać pieniądze i zdobyć własny pokój, w istocie proszę Was o to, byście żyły świadome rzeczywistości, a więc wiodły żywot fascynujący, niezależnie od tego, czy uda Wam się przekazać innym jego treść".

Zatem do fascynacji moje Drogie Panie :)


2013-03-15

Pięć lat minęło, dziękuję :)


Gdyby pół metra śniegu spadło w poniedziałek, czułabym się prześladowana. Ale że to dziś, w piątek, to tak jakoś mi nastrój niemrawy zimowy zwiewa, trzydzieści na godzinę. Piątki bywają cudowne. Zapachem wiosny wyścielane, nawet gdy za oknem minusowo. Życie na końcu kamieniem wysypanej drogi to jednak ma swoje plusy. Bywa, że nie ma dostępu do drewnianej furtki, no chyba, że ze śniegiem w butach i donośnym głosem. I tak rzadko docierającym w rozluźnione mury weekendem przesycone. Dom pachnie porządkami, relaksem i dobrą kolacją. Muzyka rozbrzmiewa kilkoma warstwami. Każdy umila sobie czas swoimi zajęciami. Rozsądnymi i bardziej szalonymi. Kornelówka smakuje dobrze na te piąte urodziny blogowania. Dołączcie. Częstujcie się proszę, kto lubi. Orzeszków dziś pod dostatkiem. Dziękuję Wam za te lata wspólnych spacerów. I drugiej połowie, za piątki, które przechodzą już do historii. Tak bywam goszczona, z inwencją i miłością. Czasem na dziko, czasem na słodko, momentami literacko. Prawda, że z zaangażowaniem?  
Ujęła mnie ta aranżacja. Bardzo. Zastanawiam się czasem jak to możliwe, że słów mi brak po siedemnastu latach związku. Jemu też zabrakło. Przyjęłam zaproszenie na koncert Skid Row. I nie że wypada w rewanżu. Ciągle blisko nam do siebie. 
Pachnie sianem, cytryną i cukinią.




2013-03-04

"Bywa, iż sobą zdumiewam siebie"


"Bywa, iż sobą zdumiewam siebie" to słowa Witolda Gombrowicza, które odkryłam na jednym z ołówków w Sklepie z cytatami. Któż siebie nie zdumiewa? Chyba każdy może się pod nimi podpisać. Zaskakujemy sami siebie każdego dnia. Szczególnie tak jak dziś, kiedy wyjrzy słońce. Plan dnia się od promieni topi, wirują enzymy radości, ból gardła nie przeszkadza by się uśmiechać i jeszcze ostatni raz z dziećmi na łyżwy ruszyć, by już niebawem móc rolki w bagażniku wozić.
Jak ja lubię wiosenne przebudzenia! Nowe smaki, te małe czubki cebulek kwiatów wystające z ziemi i pozytywne, niezwerbalizowane szaleństwo, które po zimowym wycofaniu jest lekiem na całe zło.
Dniu trwaj! Na dobry początek wiosny wzmocniłam swoją kolekcję ołówków :)

Polecam ten sklep! To chyba jedyny taki na polskim rynku. Jak widać, nie mogłam się oprzeć. Oczywiście u mnie przewaga Virginii Woolf, ale znajdziecie tam mnóstwo innych, ciekawych, inspirujących cytatów, na kubkach, torbach, ołówkach, pocztówkach, parasolkach i innych gadżetach, które nie tylko bibliofilów ucieszą.





Najdroższy, uważaj, ogarnie mnie jeszcze większe szaleństwo! :)

zdjęcie pochodzi z profilu fb "Daria rysuje Oni mówią" - to nowy projekt



2013-02-25

Love






L isten, czyli słuchaj;
O verlook defficiencies, czyli nie zważaj na słabości osób kochanych;
V erbalize support, sympathy, approval, czyli jak najczęściej wyrażaj wsparcie, współodczuwanie 
i  aprobatę;
E xtend effort, czyli stale staraj się robić wszystko coraz lepiej.


"Litacja" Wiktor Osiatyński


W te ferie wszyscy staraliśmy się robić wszystko coraz lepiej. Po prostu LOVE!


2013-02-22

Radość pisania - Wisława Szymborska


Gdybym tylko miała więcej czasu, nie odstępowałabym książek, słów, notesów, gazet, pędzli, gesso na krok. Pozwalałabym myślom płynąć własnym nurtem, uruchamiać twórcze systemy w środku dnia, ciąć, łączyć i kleić. Zapominać się. Po każdej lekturze, oprócz notatek, tworzyłabym kolaż. Może kiedyś się to uda częściej. Tymczasem inspirowana konkursem na wyklejankę (prace domu jednak nie opuściły, bo nam było żal się rozstać), w związku z lekturą "Pamiątkowe rupiecie. Biografia Wisławy Szymborskiej", powstała taka moja wersja Królowej Poezji. Format 21cm/30cm. Tłem pracy jest rękopis Wisławy Szymborskiej ( wiersz "Radość pisania" ) z "Tygodnika Powszechnego". Nie mogłam się oprzeć by coś na nim nie powstało.

Radość snów, czytania, chichotania, loteryjek, opowieści, rozmów, obmyślania świata, osobno i razem... ponadto radość z pamiątkowych rupieci, jednej ryby, z "Czarodziejskiej góry" Manna, z pocztówek w szufladach, z roślin i zwierząt, z rozmaitości Krakowa, z Cziki, Corleone i kornelówki, z notatnika, z ołówkiem w ręku, ze słowa... Radość pisania. Radość pewnej damy.

Lola towarzyszyła mi dzielnie. W końcu stwierdziła, że nudno tak tylko mi pędzel myć, słowa ciąć, farby suszyć i sama wzięła się do pracy. Stworzyła "Miłość wszech czasów". Wie kim jest pani Wiesia. W sypialni wisi jej portret, słyszała nie raz płytę z wierszami w akompaniamencie Tomasza Stańki, odtwarzaną przeze mnie czasami w łazience podczas kąpieli. Wie o "kocie w pustym mieszkaniu". Stąd kot w jej pracy. Zaskoczyła mnie. Jestem z niej dumna. Ma zaledwie sześć lat. Szczęście moje, twórcze i uparte. Jak kropla wody.








Julia ( Lola ) - 6 lat



2012-12-11

Sonnet Parker 5 th czyli kilka słów o tajemniczym jegomościu


Pielęgnuję swoje przyzwyczajenia. Zachłannie ich dociekam. Bywam poirytowana, kiedy znika mi z oczu jakiś przynależny tylko i wyłącznie mojej osobie przedmiot. Na przykład aparat fotograficzny. Albo któreś z wiecznych piór, ołówków na wykończeniu, notesów czy książek. Chciałabym móc zawsze je mieć pod ręką. Czuć ich obecność, oddanie i przynależność. Tymczasem korzystam z nich tak często, że śledzenie historii ich przemieszczania się nie sposób kontrolować. Bywają w różnych miejscach domu (i torebki). Czasem zamyślona, ich siłą przeniesiona w inny wymiar, zapominam gdzie ostatni raz czytałam, pisałam, obserwowałam, miałam spokój. Niecodziennie przecież mogę pozwolić sobie na skupianiu się tylko na sobie i własnym pragnieniu czy to czytania, czy notowania czy gapienia się tylko dla przyjemności na porozrzucane tu i tam książki. To jedynie część mojego życia, a więc uczę się nią zarządzać tak, jak każdą inną jego częścią, z naciskiem na kontrolę, by przyjemności owej nie nadużyć, bo pragnę by końca nie zaznała. Z nowym rokiem niewiele się zmieni. Tak mi się marzy. Zdaje się, że już większych zmian nigdy nie będzie. Może jedynie przedmioty wyżej wymienione staną mi się jeszcze bardziej sentymentalnie bliskie. Potrzebne. Częściej im będę ulegać. Systematyczniej. Z pierwszym zawsze ma się ochotę kosztować zmian. Nie na darmo rok się kończy i zaczyna nowy.
Książki już niedługo oznaczę exlibrisem, skataloguję, pokuszę się o przeliczenie, które planuję od dwóch lat. W końcu, zgodnie z obecnym zapotrzebowaniem, ułożę w przyjazne napadom myśli grupy. Notesy z kończącego się już roku zwiążę szarym sznureczkiem i złożę jak to mam w zwyczaju do kufra, by w ramach wspomnień kiedyś do nich (może) wrócić. A pióra? One jedyne nie odczują zmian. Towarzyszyć mi będą przez kolejne miesiące. Fioletowo pisząca Ginia marki Inoxcrom, niebieski Leon marki Waterman i czarny Parker – Szekspir. O pióra zawsze drżę najbardziej. Na samą myśl o zaginięciu ciemnoczerwonego skórzanego etui cisną mi się łzy do oczu. Nie jestem piśmienniczą sybarytką, która nie korzysta z długopisu czy ołówka. Wręcz przeciwnie, ołówek trzymam w dłoniach najczęściej. Piórem jednak wnikam w jakiś innym poziom słów i trudno byłoby mi zaakceptować ich stratę. Wypisuję nimi pocztówki, piszę listy, notuję. Najczęściej ostatnio Szekspirem, bo on jest mi najbardziej pobłażliwy i chyba genetycznie ma zakodowane sprostanie wszelakim z piórem związanym przeciwnościom. A kto piórami pisze, ma świadomość ich niesubordynacji i egoistycznych poczynań.

Sonnet Parker 5th od samego początku skojarzył mi się z Szekspirem i jego sonetami. Dlatego mówię na niego Szekspir, choć ma wyjątkowo kobiecą stylistykę, bo został stworzony z myślą o kobietach i ich zapotrzebowaniu na solidny, trwały luksus (delikatny kolor Różowego Złota CT, subtelność Perłowej Laki GT i perfekcja wykończenia Perła i Metal CT - według danych firmy Parker - choć ja zamiast różu widzę piękny rozjaśniony słońcem kolor łososiowy, a zamiast luksusu w torebce noszę szybciej bijące serce).
Kiedy napisałam nim pierwsze słowa poczułam, że oprócz elegancji i klasyki, którymi zadziwia od pierwszej chwili, jest w nim niezwykle misternie rozwinięta nowoczesność. To pióro pisze samo, z niezwykłą lekkością i precyzją, zachowując tak charakterystyczny i (mnie osobiście) potrzebny szmer na papierze. Tym modelem najlepiej wypisuje mi się pocztówki, bo jego wielką zaletą jest niebrudzenie co pozwala na szybkie zmieszczenie się ze wszystkim co pilne na małej powierzchni. Bez obaw o rozmazanie i zlanie się liter. Przyjazny też jest dedykacjom, które zamieszczam czasem w ramach prezentu w książkach. Słowa się nie odbijają nawet gdy zamykam  książkę po sekundzie, i nie przebijają na kolejną stronę, co doceniam też pisząc nim w notesie czasem bardzo intensywnie przeskakując na różne strony.
Zawdzięcza się to przełomowej technologii 5th, której ta amerykańska firma poświęciła 18 miesięcy. pracy. Dzięki zaangażowaniu twórców system napełniania Parker 5th eliminuje wycieki tuszu spowodowane ciśnieniem, naciskiem i temperaturą (co zostało sprawdzone w różnych warunkach pogodowych), a końcówka wkładu umieszczanego pod metalową stalówką jest zaprojektowana w taki sposób, aby nie zasychała pozostawiona nawet na całą noc. Efekt tych innowacji jest doskonały. Daje poczucie pewności, niezawodności i przyjemności. To dla mnie najważniejsze w pisaniu. Bym mogła martwić się tylko o efekt literacki, a nie wizualny i estetyczny. Dlatego, choć jego zewnętrzna szata jest pełna wdzięku i lśnienia, nadałam mu imię męskie. Wydaje mi się stanowczy w swych zamierzeniach i genialny, tak jak Szekspir w swoich sonetach.




Więcej informacji na stronie:www.parkerpen.com

Na dobranoc wrócę do Szekspira...

5th Sonnet


Those hours that with gentle work did frame
The lovely gaze where every eye doth dwell,
Will play the tyrants to the very same
And that unfair which fairly doth excel:
For never-resting time leads summer on
To hideous winter and confounds him there;
Sap check’d with frost and lusty leaves quite gone,
Beauty o’ersnow’d and bareness everywhere:
Then, were not summer’s distillation left,
A liquid prisoner pent in walls of glass,
Beauty’s effect with beauty were bereft,
Nor it, nor no remembance what it was:
But flowers distill’d, though they with winter meet,
Leese but their show; their substance still lives sweet.


(http://shakespeare.edublogs.org)


One godziny, których prace błogie
Kształt utworzyły oczom wszystkich miły,
Wnet jak tyranki zabawią się srogie
I piękności zniszczą, gdzie jej blaski lśniły.
Czas niestrudzony ku zimie prowadzi
Młodziutkie lato i tam wiotkie zdradzi.
Sok skrzepnie w mrozie, zginą wdzięczne listki,
Śnieg krasę skryje; wszędzie nagie pustki.
Gdyby nie była zawarta treść lata
W szklanym więzieniu, co ją płynną mieści,
To by piękności stała się utrata,
O pięknie nawet zaginęły wieści.
Kwiat w woni żyje: srogie zimy słoty
Szatę mu zedrą, nie zniszczą istoty.

Wiliam Shakespeare, Poezje wybrane, wybór i opracowanie Bohdan Drozdowski, przekład 5. Sonetu - Mus (Maria Sułkowska)

2012-12-09

sposób na siarczysty mróz


Czasem w niedzielne popołudnie rodzice bywają niepotrzebni, kiedy ma się psa przyjaciela, który zrobi wszystko, by po mistrzowsku rozegrać partię w szachy...









2012-11-18

Leniwa niedziela, mnóstwo pytań i pan Brumm


Leniwa, rodzinna niedziela. Wszystko w zwolnionym tempie, o dwa kubki mleka więcej razy trzy. Uśmiechy, przytulania i głębsze przemyślenia. Na przykład o tym jak grało się kiedyś w klasy, a jak wygląda to dziś? Czy w pokoju wystarczy miejsca na rzut kamieniem, kiedy już wymyślimy klasy? Jak poprawnie pisać pisane E, H i G? Jak uczciwie grać w żolika? Jak ograć tatę? Jak dopasować dzień do zapotrzebowań żywieniowych poszczególnych członków rodziny? Z czego wymyślić sztuczne drapaki dla psów? Skąd wytrzasnąć szarlotkę i lody waniliowe? Jak odmienić przez przypadki słowo leń? Jak zmontować kosz do gry w koszykówkę? Jak wyrzucić psa z wymyślonego kosza do gry w koszykówkę? Skąd, jak, dlaczego i kiedy. Odkąd pamiętam niedziela ma to do siebie, że nadrabiamy cały tydzień w pytaniach i odpowiedziach. Niekoniecznie w skrócie. To mnie cieszy. Brak tematów do rozmów to najgorsza zaraza zagrażająca współczesnej rodzinie.

W niedzielę też więcej czytamy. Nie tylko przed snem, jak to zwykle w tygodniu bywa. Charlie nadrabia lekturę, Lola chce nadrobić wszystko co zalega na półce. Odkąd skończyłyśmy czytać Pipi, pragnie zacząć od początku. Tak jest jeszcze z kilkoma książkami. Ale poza sentymentem wypełniona jest też po uszy ciekawością. Dlatego niedziela to czas, kiedy podczytujemy ulubione fragmenty już przeczytanych książek, i zaczynamy coś nowego. Teraz, kiedy czyta już sama wybieramy książki z dużym drukiem, by jeszcze bardziej podkręcić dumę. Zarówno jej, jak i moją. Tak, dumna jestem. A Lola jeszcze bardziej. Dumny uśmiech prześwituje przez zakłopotanie, co na twarzy dziecka rysuje się drżeniem kącików ust. Dopiero w styczniu skończy sześć lat, a już sobie dosyć sprawnie radzi z każdym słowem. Nie powiem, że nie przysiadłyśmy do nauki, bo skłamałabym twierdząc, że ma alfabet we krwi, ale też nic nie było systematycznie pielęgnowane. Wszystko przez codzienne czytanie, do którego obie podeszłyśmy z wielką pasją i uwielbieniem. A potem zbudziła się dziecka wrodzona ciekawość, uwydatniła moja nabyta z wiekiem cierpliwość i płynnie przeszłyśmy w łączenie liter w słowa.

Siódmego dnia tygodnia udajemy się też szybciej do łóżek, by dokończyć zuchwale leniwą niedzielę. Tym razem zabrałyśmy ze sobą wielkiego, gapowatego, ale niezwykle sympatycznego misia, który skradł nasze serca już kilkakrotnie. Niemiecki ilustrator Daniel Napp wymyślił postać, która kojarzy mi się osobiście z popularnym misiem Bernardem. Jest równie pocieszny, uparty i pomysłowy. Dąży do celu i wyjaśnienia sprawy, która go niepokoi. Zaspokaja natychmiast swoją ciekawość co nadaje tempo całej opowieści. Uczy dystansu do błędów, pomyłek i własnej niewiedzy. Ale wszystko to dzieje się nie w sposób nudny, edukacyjny, tylko niezwykle lekki i relaksujący. Gwarantuje niekontrolowany wybuch śmiechu i wielką przyjemność z przeglądania ilustracji. Co prawda  wydawca przeznacza tę książkę dla młodszych dzieci (od trzeciego roku życia) to bezsprzecznie stwierdzamy, że zarówno pięciolatek, jedenastolatek, jak i trzydziestolatek, wraca do niej w przypływie chęci poprawy sobie humoru i zapewnienia przyjemnego snu. Wyśmienita lektura do szybkiego przeczytania przed snem ( stosunkowo niewiele tekstu ) i bardzo dobra czcionka do nauki czytania dla maluchów. Rodzinnie polecamy i list do Mikołaja piszemy z prośbą o kolejne części.




Tytuł oryginału Dr. Brumm versteht das nicht, polski tytuł Pan Brumm tego nie rozumie, Daniel Napp, przeł. Elżbieta Zarych, Wydawnictwo Bona, Kraków, 2011, s. 25.

Kolejne części to: Pan Brumm utknął na dobre, Pan Brumm idzie się kąpać, Pan Brumm obchodzi Boże Narodzenie i najnowsza część z października tego roku Pan Brumm wybiera się na wycieczkę.


2012-10-16

Są dni kiedy mniej czytam


wolne chwile spędzam wówczas na cięciu, szyciu i zabawie papierem. Coraz rzadziej, i nie zapowiada się by to miało ulec polepszeniu, ale lubię to robić i na dobre stolika roboczego nie zdemontuję. Styl vintage od zawsze mnie fascynuje, lubię nawiązywanie do poprzednich epok w różnych dziedzinach. Nawet takich prozaiczno-notesowych, choć to typowy vintage nie jest. Ale ma klimat, którego nie wzniecą notatki na monitorze. Jednak papier to papier, notes to notes, pióro to pióro. Sama bez notatnika nie ruszam się z domu. Nie tego akurat, bo ten zrobiłam na prezent, ale dla siebie kiedyś taki też zrobię. Wywołał wzruszenie, więc warto było się kłócić z maszyną do szycia i zjeść torebkę galaretek w czekoladzie na wagę. I nie ważne ile ich było na tej wadze :)




więcej na jego temat tutaj www.virginia-scrap.blogspot.com

2012-10-02

raz jeszcze Blumka


Pozostając w tematyce obozowej przypomniała mi się praca, która na zawsze pochłonęła kilka moich łez. Farba akrylowa nie wykazała sprzeciwu, wręcz przeciwnie, wchłaniała je rozjaśniając błękit niezapominajek. Pierwszy raz tak bardzo przeżywałam to co wytwarzam, bo temat niezwykle dla mnie ważny. Zagłada. Dwieście dzieci z Domu Sierot Janusza Korczaka wraz z nim, Stefanią Wilczyńską i pozostałymi pracownikami, zginęło w Treblince, prawdopodobnie zaraz po wyjściu z wagonów, 5 sierpnia 1942. Blumka, z książki autorstwa Iwony Chmielewskiej, choć jest postacią fikcyjną, mogła być wśród nich. Dzieci przecież pisały pamiętniki, których już nie ma, ale pamiętamy...

Więcej o książce "Pamiętnik Blumki" pisałam tu i tu.

Pracę zrobiłam w ramach podziękowań za mój ulubiony picture book dla pani Iwony Chmielewskiej.

Więcej o Januszu Korczaku napisałam do nowego 44 numeru kwartalnika literacko-artystycznego "sZAFa" , który ukaże się już na dniach.







2012-10-01

"A nad tym niebem niebo dymami zasnute (...)"








Niebo października

Październik był przepiękny. Tak jak dziś pamiętam.
Niebo dziwnie przejrzyste i dziwnie głębokie
drżało w żarze południa, jak drży liść na wietrze,
próżne i niedosiężne. Dziwnie jestem smętny,
kiedy ci o tym mówię, bo cóż znaczą słowa?
Widziałem smugi dymu, które wiatr rysował
na niedosiężnym niebie, i czekałem chwili,
gdy niedosiężne niebo ku nim się pochyli,
by je w siebie pochłonąć. Potem nic już nie ma, 
tylko smutek poety i do wiersza temat.

A raz widziałem niebo przez okienne szyby.
Właśnie okna kazano pootwierać w bloku,
a ja, przechodząc mimo, ujrzałem w szkle niebo,
niebo niespodziewane, przedziwne, jak gdyby
było wielkim obozem. Słupy spięte drutem,
drogi tak mi znajome, a teraz powietrzne, 
i zieleń trawy ciemna, jakby z dna jeziora,
mieniła się w szkle szyby. Przez niebo szedł płomień
i rdzawo lśnił na trawie rudą strugą rzeczną.
A nad tym niebem niebo dymami zasnute,
inne niebo wisiało przejrzyste i próżne
i dym pierwszego nieba w drugim niebie tonął...

I wtedy pomyślałem, że nic nie wiem jasno,
że ziemia i to wszystko, co się dzieje wokół,
jest tylko szybą szklaną dla cudzego wzroku.
Gdy wtem ktoś obraz zmącił i okno zatrzasnął.
Chwila dawno miniona. Ziemia jest prawdziwa
i wiem już, jak prawdziwe jest ludzkie cierpienie.
Lecz jak fala do brzegu, tak chwila zwątpienia
wraca do mnie dziś jeszcze, jeszcze mnie przenika,
i zawsze, kiedy patrzę na grudniowe chmury,
widzę nad nimi niebo, niebo października.

Tadeusz Borowski






 

Słońce Oświęcimia

Pamiętasz słońce Oświęcimia
i zieleń łąk daleką, lekko
ptakami w chmury podniesioną,
lecz nie zieloną już, a w chmurach
seledynowobiałą. Razem
staliśmy patrząc w dal i czując
daleką zieleń łąk i chmur
biały seledyn jakby w sobie,
jak gdyby barwa łąk odległych
była krwią naszą albo pulsem,
który w nas bije, jakby świat
był tylko przez nas i nie mijał
wcale, póki jesteśmy. Uśmiech
pamiętam twój tak nieuchwytny
jak odcień barwy wiatru, który
liściem się chwieje na krawędzi
słońca i cienia, ale wiecznie
przemija i zostaje. Tak ty
dziś jesteś dla mnie: przez seledyn
nieba, przez zieleń i przez wiatr,
który się liśćmi chwieje. Jesteś
krwią moją i mym pulsem. Czuję
cię w każdym cieniu, w każdym ruchu
i tak mnie światem w krąg otaczasz
jak ramionami, tak świat czuję
jak twoje ciało, całym światem
patrzysz mi w twarz i wołasz mnie...

Tadeusz Borowski





Tak mi się twoja twarz rozpływa
i niknie we mnie jak widnokrąg,
z którego odejść trzeba. Głos twój,
twe oczy, uśmiech tak przelotny
jak wiatr, gdy się o twarz ociera,
jeszcze drży we mnie i jak ptak,
który tak lekko i ostrożnie
w powietrzu waży się, jak gdyby
oddechem był - ulata ze mnie,
rozpływa się i niknie. Próżno -
ty wiesz, że w szyby nocnej czerń
jak w życie swoje dawne patrzę,
lecz ciebie tam już nie ma. Tylko
mgła, która w górę się podnosi...



Odwiedziłam Auschwitz-Birkenau tydzień temu, i nadal nie mogę przestać o tym miejscu myśleć... o maleńkich fragmentach kości, które tkwią ciągle w ziemi widoczne gołym okiem... o torach, które tak nagle się kończą jak nagle skończyło się półtora miliona istnień... brak słów.

Wiersze Tadeusza Borowskiego pochodzą z tomu "Poezje. Borowski", PIW, Warszawa 1974.

2012-08-31

świata odłamek maleńki



gdybym mogła 
spędzałabym z dziećmi każdy dzień
samotnie w tłumie wrażeń
bawiły mnie bańki mydlane
rozpieszczał wyrwany łące bukiet polnych kwiatów
zachwycało każde odkrycie
poranne  zdziwienie
spontaniczny uśmiech i włosów zaplątanie
zakłopotanie znienacka rozbudzone
zmęczenie matki jest niczym wobec mocy spełnienia
ich szczęście jest moim skrzydłem
ich postrzeganie świata - skrzydła odbiciem
jestem nimi
dopóki diabeł mi tego nie odbierze
niech go odpycha szczęście moje
świata odłamek maleńki
nasz głęboko ukryty skarb
miłość o poranku
i nocą



2012-08-09

"Włochy to sen, który powraca do końca życia"


Oczywiście, że dawno temu wróciłam. Moja cisza tutaj wynika z ciszy wewnętrznej, jeszcze szumię jedynie. Boję się zagłuszyć to wszystko słowami. Jak co roku walizki stoją na poddaszu otworem, by jeszcze nie wracać w pełni. Dla dobrego samopoczucia mojego, i suni naszej. Uwielbia ona podróże, szczególnie upodobała sobie te wyimaginowane. Wskakuje, dziurę kopie, ręcznik w lewo, nie - w prawo, nie - pod siebie. Klapa walizy się zamyka. Jedziemy! Uroczy to widok, radość w oczach psach, chęć podróży w nieznane, byle śladem naszego zapachu. Psia wyobraźnia i czerpanie przyjemności z miniatur ważności. Dla niej noce w walizce są coroczną wakacyjną przygodą.

"Włochy -  mawiała Anna Achmatowa - to sen, który powraca do końca życia". Do mnie też wraca. Nie wiem, czy powodem tego jest intensywność przebywania rokrocznie w tym właśnie kraju, czy może głębokie przekonanie, że to właśnie tam, powinnam latem wczesnym rankiem z aparatem na szyi ślady na piasku zostawiać. Świt mnie obejmuje, morze stopom się kłania, już się znamy. Co za cudowne uczucie! Schylam się, witam z morzem, a potem podążam u jego boku natrafiając na ujmujące jego bogactwa wyrzucane nocą. I tak sobie myślę, że gdybym miała morze bliżej, nie byłabym w stanie nie trwać w wiecznym uniesieniu. Nie uciekać w jego stronę. Tam tracę kontakt ze światem, dniem, godziną, jego ogrom i moc przytłacza całą tę maleńkość, i potrafię tylko iść, wnikać w rytm melodii fal, i dopiero po dwóch godzinach coś tam mnie w głowie uderza, że nieskończoność tej samotności ma swój kres dla mnie właśnie już. Zawracam więc, lekko nasycona tym pierwszym kontaktem, budzę się, by już móc śledzić wzrokiem wzlatujące ptaki i widzieć więcej. Nie przestanę nigdy tęsknić za widokiem dnia wstającego z tej mieniącej się różnobarwnymi poświatami tafli wody i piasku, na którym, jak na chmurach odkrywam obrazy i symbole. I tak mi potem zostaje na długo, że idąc patrzę pod nogi szukając ujścia dla myśli.






i kilka w innym klimacie...






Włochy to też płaczące domy...

mnóstwo się ich mija po drodze i smutno się robi