Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Książki. Pokaż wszystkie posty

2014-04-23

"Książka to ściana. Chowam się za nią by nikt mnie nie widział i żebym ja także nikogo nie widziała." - Susan Sontag




"Powiedziałeś, że literaturze zawdzięczamy wszystko, czym jesteśmy i czym byliśmy. Jeśli znikną książki, zniknie historia, znikną ludzie. W pełni się z Tobą zgadzam. Książki to nie tylko prosta suma naszych marzeń, nasza pamięć. Dają nam także możliwość wykraczania poza samych siebie. Niektórzy ludzie uznają czytanie wyłącznie za rodzaj ucieczki - ucieczki z prawdziwego świata codzienności do domeny wyobraźni, uniwersum książek. Książki są czymś znacznie więcej. To sposób na osiągnięcie człowieczeństwa." - Susan Sontag w rozmowie z Jonathanem Cottem, "Myśl to forma odczuwania".

"Książka to ściana. Chowam się za nią by nikt mnie nie widział i żebym ja także nikogo nie widziała." - Dziennik, tom 1. 1947-1963, maj 1961.

"Kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że od czytania źle się czuję i jestem jak alkoholik, który po każdym ciągu ma kaca. Po godzinie czy dwóch spędzonych na buszowaniu w księgarni czułam się otępiała, niespokojna, przygnębiona. Nie wiedziałam jednak, dlaczego tak się dzieje. I nie mogłam się powstrzymywać od ciągłego sięgania po książki." - Dziennik, tom 1, wpis niedatowany.

"Miłość do książek. Moja biblioteczka to archiwum pragnień." - Dziennik, tom 2. 1964-1980, kwiecień 1980.

2012-04-23

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich






Dziś, w Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, rozleciał mi się komputer. 
Nie wiem kiedy ktoś mi go poskłada ponownie, wygląda na mocno przepracowanego. Po pierwszej fali załamania (moja praca wiąże się z ciągłym dostępem do komputera) uśmiechnęłam się. Może to jakiś znak? Może ilość godzin spędzanych przed komputerem wymaga w końcu resetu? Marzy mi się by wrócić całkowicie jedynie do książek, prasy, tradycyjnych encyklopedii, atlasów czy słowników. Wysłuchać ważnych wiadomości jedynie w radiu. Pominąć wszystkie spamy, reklamy, absorbujące e-maile. Znowu wrócić do listów. Tych najważniejszych. 
Staliśmy się tak bardzo uzależnieni od internetu, wydaje nam się on pomocny, ale tak naprawdę jest jak trucizna, zabija w nas to co naturalne. Coraz bardziej mnie to przeraża, bo z jednej strony trafia się na drugą, potem na kolejną i następną... aż mija godzina, dwie, zamiast kilku minut.Wiem, to trudne, mnie samej nie jest łatwo czasami odejść od komputera, bo tyle zaprzyjaźnionych blogów, stron i portali przeglądam. Ale patrzę na moją piętrzącą się biblioteczkę, na sześć zaległych, pachnących jeszcze nowością czasopism, i szczerze się dziś cieszę, że tylko na moment korzystam z dodatkowego komputera. Jakże miły czeka mnie tydzień. Tydzień wielkiego czytania. Nadrabiania zaległości prasowych. Spacerów po południu. Listów pisanych przy kawie. Plewienia w ogródku. Wcześniejszego pójścia do łóżka. Spokojnego snu, kiedy w głowie zamiast miliona internetowych tematów, zostanie jeden. Ten z aktualnie czytanej książki. Spróbujcie na tydzień odejść od komputera i przeczytajmy wspólnie chociaż po jednej książce do piątku :)
Życzę samozaparcia i ciekawych lektur. Ja w związku z dzisiejszym dniem zrobiłam sobie prezent, kupiłam najnowszy tomik poezji Wisławy Szymborskiej "Wystarczy", wydany już po śmierci Poetki. A kilka dni temu otrzymałam od Wydawnictwa Dobra Literatura najnowszą książkę Grzegorza Kozery "Droga do Tarvisio"... a jakie Wasze plany? Wracam w piątek, wtedy napiszę coś więcej o tym co czytałam. Miłego tygodnia :)


2011-04-23

Międzynarodowy Dzień Książki c.d


Z okazji Dnia Książki mam dla Was niespodziankę i cztery książki do wyboru., do których dołączę czekoladowe zajączki. Nie mam w tej chwili czasu na przybliżenie ich treści, więc przytoczę tylko zapowiedzi z okładek. Dwie z nich, autorstwa Enrique Vila-Matas mam w swojej biblioteczce i polecam szczególnie miłośnikom literatury, zarówno tej już napisanej, jak i mającej powstać. Enrique Vila-Matas to jeden z najoryginalniejszych i najbardziej cenionych pisarzy hiszpańskich, erudyta piszący w sposób niezwykle wciągający.

1) "Paryż nigdy nie ma końca" Enrique Vila-Matas - Autor powraca pamięcią do Paryża lat siedemdziesiątych  XX wieku, gdzie pisze swoją pierwszą powieść. Tam obraca się wśród artystycznej bohemy, korzystając z dyskretnej opieki Marguerite Duras, i zachłystuje się wolnością nieznaną w prowincjonalnej i konserwatywnej Hiszpanii końca dyktatury Franco. To zręczne, pełne ironicznego dystansu wobec samego siebie i okraszone dziesiątkami zabawnych anegdot połączenie fikcji literackiej, eseju i wątków autobiograficznych. Vila-Matas, nawiązując do "Ruchomego święta" Ernesta Hemingwaya, kpi z czytelnika, zwodzi i uwodzi erudycją i elokwencją. Po gombrowiczowsku wyśmiewa zadęcie, patos i patriotyczny rytuał emigracyjny, śmieje się z samego siebie i zadaje pytanie o rolę literatury.

2) "Bartleby i Spółka" Enrique Vila-Matas - Autor jest niewątpliwym mistrzem erudycyjnego kolażu literackich odwołań i asocjacji, jego proza zaskakuje bogactwem szczegółów i inteligencją konceptu. Tym razem za punkt wyjścia posłużył mu Melville'owski pan Bartleby, który na każdą prośbę, żeby coś zrobił albo opowiedział, wzbraniał się zawsze tymi samymi słowami: "Wolałbym nie". Bartleby i spółka opowiada właśnie o Niemożności i Nieistnieniu jako znamiennych syndromach współczesnej twórczości: niedoszły prozaik, garbaty kopista, po dwudziestu latach zupełnego milczenia zaczyna pisać pamiętnik, podążając tropem literatury, która nie powstała. Bartleby i Spółka to antyksiążka nieodzowna w bagażu podręcznym każdego miłośnika literatury i erudyty, rzecz, do której wciąż się wraca - na wyrywki, ze smakiem, z dumą wtajemniczonego wspólnika...

3) "Rodzina White'ów" Maggie GeeAlfred White, dozorca w jednym z londyńskich parków, jest zaprzysięgłym rasistą i despotą. Z powodu wylewu trafia do szpitala. Podczas wymuszonych chorobą spotkań rodziny przy jego łóżku wychodzą na jaw skrzętnie skrywane urazy i wzajemna nienawiść. Dzieci w chorych relacjach z ojcem upatrują źródeł swoich życiowych niepowodzeń. Starszy syn jest nieszczęśliwym pracoholikiem, córka na złość ojcu wiąże się z czarnoskórym mężczyzną, a najmłodszy Dirk to prymitywny i zakompleksiony skinhead. Losy członków tej rodziny splatają się wyłącznie w sposób przypadkowy i dramatyczny. Powieść, wstrząsająca historia White'ów, jest również wiernym obrazem brytyjskiego społeczeństwa i ważnym głosem w dyskusji na temat rasizmu.

4) "Rozbitek@brzeg.pl" Krystyna JanuszewskaAutorka w poprzednich książkach pokazała, że warto ją czytać. Tym razem opowiada historię człowieka od A do Zet. Opowiada ją w pierwszej męskiej osobie, chodzi bowiem o malarza, który dokonuje rachunku sumienia, a może porachunków z własnym życiem. Kobieca wrażliwość Januszewskiej, miękkość obrazu świata zderza się z męskim charakterem bohatera obracającego się w kobiecym świecie , doświadczającego babskich klimatów. Postaci kobiet świetnie piórem Krystyna Januszewskiej namalowane tworzą świat według malarza. Wątki splatają się ciekawie, pojawia się dawno nie widziana córka dość przypadkowej żony, wielbicielka Renoira, nawiązuje się bliski kontakt dający radość, ale też i między wierszami smutek straconego podzieleniem się czasu. Bez dydaktyki pojawia się refleksja, co warto, a czego nie warto.

Kto ma ochotę na którąś z w/w książek, proszę o komentarz z zaznaczeniem, która książka wzbudziła jego zainteresowanie, do poniedziałku do godz. 24.00. Wśród chętnych z przyjemnością rozlosuję książkowe prezenty :)


Niech nadchodzące Święta przyniosą Wam radość i wewnętrzny spokój,
pozwolą na chwile wypoczynku i refleksji, na które brakuje nam czasu;

niech promienie słoneczne wypełnią Wasze dusze wiosennym blaskiem,
który sprawi, że wiara, nadzieja i miłość,
narodzą się ponownie w Waszych sercach,
po zimowym stanie spoczynku.

Wesołego Alleluja!!! :)


Międzynarodowy Dzień Książki


Odłóżmy na chwilkę jajka, mazurki, szmatki i ostatnie przedświąteczne zakupy, bo dziś Międzynarodowy Dzień Książki, o którym mam wrażenie tego roku zapomniano, i ze względu na Wielkanoc potraktowano u nas po macoszemu. Z wielką nadzieją wkroczyłam kilka dni temu do Empiku, liczyłam bowiem na promocję, która obowiązywała w zeszłym roku ( 3 książki w cenie 2), jednak na otarcie łez dostałam jedynie niewielkiej objętości książkę Moniki Szwai "Nie dla mięczaków". Przyznać za to muszę, że na wysokości zadania stanął w tym roku Matras, ze swoją kwietniową promocją - 25% na większą część książek, a niektóre nawet można zakupić w cenie - 70%, 80% (już jest przebrane, to fakt, ale początkiem kwietnia można było się nieźle obłowić).

Czy obowiązują w jakiś innych księgarniach atrakcyjne promocje? Macie jakieś donosy o różach dodawanych do zakupionej książki, jak to bywa w Hiszpanii? A może wybiera się ktoś do Buenos Aires w najbliższych czasie? To argentyńskie miasto właśnie dziś rozpoczyna całoroczne świętowanie, bo zgodnie z decyzją UNESCO i trzech pozostałych organizacji związanych ze światowym rynkiem książki (IPA - Międzynarodowe Stowarzyszenie Wydawców; IBF - Międzynarodowa Federacja Sprzedawców Książek; i IFLA - Międzynarodowa Federacja Bibliotek) Buenos Aires na rok 2011 przemieniło się w Światową Stolicę Książki. Popatrzcie sami na jedną z najpiękniejszych świątyń książki na świecie, biblioteka i księgarnia w miejscu dawnego Teatru. Oto  El Ateneo Grand Splendid.





Nic innego mi nie pozostaje, jak udać się do mojej miejskiej księgarni, która nie równa się tej powyżej, ale mam do niej wielki sentyment, bo stoi w tym samym miejscu od lat i pracują w niej bardzo miłe panie. Jest piętrowa, ale tylko na parterze mieszkają książki, na balkonie zaś można podziwiać malarstwo, w przewadze nasze regionalne. Nigdy nie przechodzę koło niej obojętnie, nawet jeśli nie mam w planach zakupów. Sięgając przypadkowo po jakiś tytuł, często wynajdę książkę, do której bym nigdy nie dotarła drogą internetową. Dlatego rzadko kupuję książki przez internet, ja muszę zobaczyć, dotknąć, przewertować, sprawia mi to przyjemność i stanowi nałóg. Papier, zapach farby drukarskiej, forma wydania i ogólna estetyka książki mnie podnieca, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Lubię nowe książki, lubię obcować z ludźmi, którzy są tam z tego samego powodu co ja, i którzy przyciskają do piersi wyłowioną z regałów perełkę. Nigdy nie biorę koszyka, przytulam ją od razu do siebie, a kiedy biorę więcej układam w stosik pod pachą. Są moje, zżywam się z nimi od pierwszej chwili, w koszyku leżałyby samotne, jakby niepewnie tam wrzucone, bez uczucia,  jak ziemniaki na obiad. Dlatego uśmiecham się często w stronę książki, która znalazła się dłoniach nowego właściciela, będzie jej tam dobrze. Te z koszyka są często prezentami, które dołączą do kolejnych sierot na półkę książek zapomnianych, niepotrzebnych i niechcianych.
Oprócz książek pachnących nowością mam też słabość do tych archiwalnych wydań, książek na których wznowienia czeka się latami, albo które są słabo dostępne, dlatego częściej bywam w antykwariatach niż księgarniach, a kiedy trafia mi się taki stryszek jak niedawno, to od czubka głowy po końcówkę małego palca tkwię w jakiejś tajemniczej, jedwabistej powłoce uniesienia i nie sposób z tego raju sprowadzić mnie na ziemię.

A Wy, częściej bywacie w księgarniach, czy antykwariatach?
Zapraszam wieczorem, będę mieć dla Was drobne książkowe upominki z okazji Dnia Książki i dodam z przyjemnością do nich czekoladowe zajączki  :)