2011-07-15

Plany wakacyjne, czytelnicze tym razem


Kiedy rano trzymam w dłoniach pierwszą kawę, mam nawyk picia jej na stojąco. Wychodzę wtedy na taras i mam pięć minut dla siebie. Dla okolicy. Często jednak na taras nie dochodzę, bo po drodze zatrzymują mnie książki. Albo deszcz zasłaniający cały widok, tak jak dziś. Stanęłam więc przed biblioteczką i zaczęłam snuć plany czytelnicze wakacyjne, aż mnie szyja boleć zaczęła, bo półek kilka do przejrzenia było. I niemal zawsze w takich chwilach sobie myślę, że ja nigdy z tym wszystkim nie zdążę. Tyle mi umknie słów, tyle historii, wzruszeń i refleksji. Człowiek musiałby nie żyć, by móc tylko czytać, i myśleć o tym co przeczytał... Natrafiłam na "Blaszany bębenek" Guntera Grass'a, "Podróż w świat" Virginii Woolf (ja tego jeszcze nie przeczytałam?), "Sto lat samotności" Marqueza (odkładam od roku), "Castorp" Pawła Huelle, "Zwrotnik Raka" Henry Millera, "Zmowę mężczyzn" Iwaszkiewicza, "Symultantkę" Ingeborg Bachmann... i te trzy nowe książki, które dostałam od męża na rocznicę ślubu. Ach, na Marylin Monroe już się rzuciłam. Świetna pozycja obalająca mit głupiutkiej blondynki. Zawarte w niej są lęki, refleksje, myśli Marylin Monroe, o których świat dowiedział się dopiero niedawno. Na Korczaka i Chaplina też się cieszę. Tylko kiedy to wszystko czytać? 

Na szczęście Wydawnictwa nic nowego co by mnie zainteresowało nie proponują. Ufff, wręcz z ulgą odetchnęłam śledząc zapowiedzi. Jedynie Wydawnictwo Albatros wychodzi z ciekawą, kolejną propozycją Trumana Capote.  W zeszłym roku "Inne głosy, inne ściany", w tym roku "Harfa traw, Drzewo nocy i inne opowiadania" - Osierocony Collin Fenwick ląduje u swoich ciotek na amerykańskim przedmieściu. Dość powiedzieć, że obie stare panny są dość charakterystycznymi typami o drastycznie różnych osobowościach. Verena, businesswoman i przedsiębiorca w jednym, dzierży nieoficjalne stery władzy w miasteczku, gdzie jest właścicielką większości lokali usługowych. Apodyktyczna i skąpa, podporządkowała sobie całkowicie mieszkańców rodzinnego domu. Jej siostra Dolly, wrażliwa i delikatna dama, to chodzące usposobienie łagodności i posłuszeństwa. W wolnych chwilach zajmuje się rozprowadzaniem ziołowego lekarstwa na puchlinę wodną, które cieszy się sporym zainteresowaniem klientów. Do tej gromadki uroczych dziwaków należy jeszcze czarna służąca Katarzyna, która uparcie podaje się za Indiankę. Sielanka kończy się gdy Verena orientuje się, że na lekarstwie Dolly można by było nieźle zarobić. Jednak zawsze posłuszna siostra nagle się buntuje i nie chce zdradzić tajemnego składu medykamentu, ucieka z domu wraz z Collinem i Katarzyną. Zabierają pudło pełne prowiantu, parę dolców i osiedlają się w starym domku na drzewie - czytam na stronie Empiku (data premiery 29 lipiec).


Z kolei Wydawnictwo W.A.B. na swojej stronie proponuje w zapowiedziach książkę Noblisty J.M.G Le Clezio "Mondo i inne historie" - Czy można znów stać się dzieckiem? Odnaleźć w sobie dziecięce fantazje i dziecięcą wrażliwość? Le Clézio przekonuje, że tak. Bohaterami jego opowiadań są dzieci - biedne, nie zawsze rozumiane i kochane, ale zawsze oddające się marzeniom, cieszące się tajemniczym pięknem świata i wyobrażające sobie cuda. Udaje im się ze szczytu góry dotknąć nieba, zanurzyć w promieniach słońca, żeglować i dać się ponieść morskim falom. Mondo i inne historie to zbiór uwodzący poetyckim językiem, a także genialne studium dziecięcych charakterów. To książka o życiu w zachwycie oraz o tym, że marzyć trzeba, bo marzenia dają człowiekowi wolność i ogromną siłę, by jej bronić. Czytając ją, nie sposób nie wspomnieć dzieła innego wielkiego Francuza - Małego księcia (data premiery 3 sierpień).




A Wy? Wyśledziliście coś nowego warte polecenia? 
Może mi coś umknęło? 
Tak jak słońce dziś, które jutro podobno też ma czmychnąć tylko bokiem dnia.


2011-07-14

Praga cz.1 - Most Karola


Wejściu na Most Karola towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie, jakby zakochania, podniecenia, niemożliwości że to już... tak się spełnia marzenia? Po prostu się przyjeżdża, nogi wiedzą gdzie mają iść, żołądek drży, dłonie też i marzenie niczym bańka mydlana unosi człowieka na kilka chwil. W żadnym innym miejscu Pragi nie odczuwałam czegoś podobnego. Może dlatego, że to właśnie Most Karola jest tym pierwszym zabytkiem w kierunku którego się zmierza i zaglądając co jakiś czas na uliczki pod mostem (w przewadze na dzielnicę Mala Strana), ma się już obraz tego, czego po Pradze można się spodziewać. 

Obowiązuje tu teraz ruch pieszy, ale dawniej na moście mogły się minąć cztery powozy. Obecnie wiele rzeźb dekorujących most zastąpiono kopiami. Oryginały znajdują się w Lapidarium ( tereny wystawowe i Park Stromovka) i na Wyszehradzie. Aż do 1741 roku most Karola był jedynym mostem na Wełtawie. Ma 520 m długości, wzniesiony jest z bloków piaskowca łączonych zaprawą murarską wzmacnianą kurzymi jajami. Zaczęto go budować na polecenie Karola IV w roku 1357, w miejscu dawnego mostu Judyty. Wykonawcą był Peter Parler. Początkowo most ozdobiony był tylko prostym krzyżem. Pierwsza rzeźba została ustawiona w 1683 roku - fragment o historii mostu pochodzi z przewodnika o Pradze, Wydawnictwa Wiedza i Życie.

Staromiejska Wieża Mostowa - nad łukiem po środku św.Wit (patron mostu), Karol IV po lewej i Wacław IV po prawej
Widok na Muzeum Kafki ( w pierwszej linii),  nad nim balon udostępniany turystom, a w tle Hradczany i Katedra Św.Wita
Wieża mostowa Malej Strany
Praska kafejka nocą
Most Karola od strony Starego Miasta - w tle pięknie oświetlone nocą Hradczany
To dopiero Most Karola... Kolejny spacer po centrum Pragi jutro.
I jak się Wam podoba?
Żeby zobaczyć zdjęcia w powiększeniu wystarczy na każde po kolei klinkąć.
Miłego oglądania :)


2011-07-12

Praga, miasto moich marzeń...


Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa
wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku
żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi
i abyś całą skórą zmierzył się ze światem(...)


Jeżeli już będziesz wiedział zamilcz swoją wiedzę
na nowo ucz się świata jak joński filozof
smakuj wodę i ogień powietrze i ziemię
bo one pozostaną gdy wszystko przeminie
i pozostanie podróż chociaż już nie twoja(...)


Zbigniew Herbert, fragment wiersza "Podróż"


Wróciłam. Tak naprawdę tylko ciałem, bo dusza jeszcze błądzi uliczkami Pragi. Tymi malowniczymi, i tymi starymi, zaniedbanymi w porównaniu do reszty. Tymi na których grupki zagranicznych wycieczek przystawały z przewodnikiem, i tymi które niewiele osób odwiedzało. Tam, w zaułkach, znajdowałam zapomniane praskie klimaty, ukryte szczegóły, figurki, małe okienka, naznaczone historią drzwi starych kamieniczek. Próbowałam sobie wyobrazić ludzi w nich mieszkających... bo zobaczyć trudno ich było. Jakby Praga tylko w turystów była ubrana. Miejscowych pochłonęła głębia nam nieznana. Szkoda. Pamiętam jak będąc w Turcji obserwowałam stare, owinięte chustami kobiety, i mężczyzn grających przy rozklekotanych stolikach w karty. Dzieci na podwórkach. Psy. Ludzi w oknach. W Pradze tych wrażeń mi zabrakło, nawet w cichych zakątkach brak było życia praskiego, wewnętrznego. Jedynie pan siedzący na wiśni w sadach na wzgórzu Petrin i zrywający owoce do zawieszonej na gałęzi reklamówki, wydawał się miejscowy. I jeszcze para sędziwych staruszków na jednej z ławeczek w parku, którzy próbowali laskami zatrzymać uciekającego dziewczynce balona.
Praga wbrew obawom nie jest tak zatłoczona (nawet w weekend) by nie można zamknąć się na to co wokół się dzieje. Nawet Most Karola wieczorem miło nas zaskoczył. Kilkanaście osób z aparatami. Kilka par.  Zdecydowanie jednak za dużo ptaków i robactwa przy latarniach, które uniemożliwiały zrobienie dobrych zdjęć. Na sąsiednich uliczkach coraz mniej ludzi, kilka osób w oknach restauracji i pubów ( bardzo charakterystyczne jest stawianie pojedynczych stolików w drzwiach, czy przy otwartych oknach, prawie na chodniku, na zasadzie "stolika pokazowego"). Po dwudziestej trzeciej niewiele jednak zostaje miejsc by coś zjeść. Życie nad Wełtawą szybko się wycisza. 
U praskich Czechów spodobało mi się to, że nikt nie był nachalny, nie atakowano zewsząd pamiątkami, głośnymi nawoływaniami, jak to w zwyczaju mają na przykład Włosi. Praga mimo miejscami skupisk wycieczkowych jest cicha, przyjemna i spokojna. Wystarczy zejść z głównych ulic. Nawet można miejsce parkingowe znaleźć bez dłuższego jeżdżenia (ale drogo, w parkomacie 50kc za godzinę - 8zł). Gorzej z hotelem, miejsc wolnych blisko centrum brak. W restauracjach trzeba zaś uważać na podawanie przystawek, czy zakąsek typu precelki na stojaku, orzeszki w miseczce, pieczywo w koszyku... jeśli już to naruszymy to zostanie nam doliczone do rachunku. A jedzenie? Chyba nie muszę nikomu reklamować czeskich knedlików, sosów, gulaszów, kapust, zup i czeskiego piwa :) Rozkosz dla podniebienia.
Praga gościła nas dwa dni. Krótko, ale jak się okazało wystarczająco  by sporo zobaczyć. Jak się chce, i sił wystarcza na przejście około dwudziestu kilometrów, to w dwa dni można zwiedzić Hradczany (ze Złotą Uliczką), urokliwą dzielnicę pod Hradczanami - Małą Stranę, wzgórze Petrin, Stare Miasto, dzielnicę żydowską - Josefov z Muzeum Żydowskim i starym żydowskim cmentarzem i przynajmniej część Nowego Miasta. Czy byłam zmęczona? Przez te dwa dni nie, bo chłonęłam praski klimat z przyjemnością, od miłego zaskoczenia i uśmiechu, poprzez strach przy 209 - ostatnim schodzie 60m wieży  widokowej (wolę z dwojga złego spacer krętymi schodami po stalowej konstrukcji od windy) , aż po łzy przy rysunkach dzieci w Muzeum Żydowskim i nazwiskach całych rodzin wypisanych na ścianach aż po sufit. Nie było czasu na zmęczenie. Ani nawet chęci. Magia tego miasta przenika człowieka dając mu siłę i kolejną parę oczu by móc to wszystko ogarnąć spojrzeniem i umysłem. Wrócę tam. I to niejeden raz, bo zostało jeszcze kilka miejsc, które chciałabym w pamięci zapisać. I odwiedzić te, które już widziałam, ale nie miałam na tyle czasu, by dłużej się przy nich zatrzymać.

Tymczasem podzielę się z Wami pierwszymi zdjęciami. Ale dopiero jak posegreguję te osiemset zrobionych... może wieczorem. Zrobię seanse tematyczne, zabytki, kafejki, panorama Pragi, wszechobecny w Pradze Franz Kafka. Choć nie wiem co się ze mną dzieje... chyba jednak praskie zmęczenie nadeszło? Letnie przesilenie. Słoneczne otępienie. Mam ochotę położyć się i obejrzeć do końca "Pestkę" z Krystyną Jandą, Anną Dymną i Danielem Olbrychskim, na podstawie książki Anki Kowalskiej. Właśnie leci na TVP 1. 
I nic już dziś więcej nie robić.
I tylko miłość...

2011-07-09

Komu w drogę temu Praga :)

Praga nie może już na mnie dłużej czekać... biorę męża, notatnik, dobry długopis, aparat i znikam. Zostawiam dzieci... trochę mi smutno, bo pojawiły się łzy.
Ale wracamy już w niedzielę wieczorem. Dłużej bez nich nie wytrzymamy.
W przyszłym tygodniu napiszę coś więcej.
Słonecznego weekendu :)

p.s więcej zdjęć albumu-podróżnika TUTAJ

2011-07-02

Z dialogów rodzinnych odc. 19 - rozmowy (nie) kontrolowane


Kiedyś tematem często powracającym w rozmowach z Charlim była śmierć. Teraz śmierć trzyma się Loli, która na zadane pytanie jakie jest jej marzenie odpowiada być zdrowych, nie umarnąć, i nie dać się wrzucić do dziury tak jak Scooby (czyt. pies). Normalne w tym wieku u dzieci. Już to raz przerabiałam i wiem, że to minie z czasem. Natomiast młodzieniec dziesięcioletni skupia się już na tematyce miłości kobiety do mężczyzny, dostrzega ją, lecz nie widzi w niej nic pociągającego. Boi się tego rodzaju miłości. Targają nim wątpliwości... jak można pogodzić miłość do innej kobiety z miłością do rodziny, którą się obecnie posiada. Wyprowadzka nie wchodzi w grę. Kategorycznie wyraził sprzeciw. Zamieszka na poddaszu. Próbuje swoją decyzję wytłumaczyć siostrze, której nawet oferuje miejsce we wspólnym pokoju.
- Wiesz Lola... ja się nigdy nie ożenię - oznajmił dziś siostrze w powadze i z pewnością racji swojego wyboru tuż po śniadaniu.
- A ja się ożenię z małym, albo dużym Krzysiem... (wie już po ostatniej rozmowie, że za brata  i tatę wyjść nie może)
- Ale to wiesz, że wszystko się zmieni,  będziesz musiała rodzić dzieci i już się nie będziesz nazywać "tak, tylko "tak" - dodał z nadzieją, że wpłynie na decyzję małolaty by ta nie próbowała się wyrwać z korzeni rodzinnych.
- Pójdę i zapytam, może to się da załatwić - walczy z kobiecą siłą Lola wywracając wielkimi niebieskimi oczami w stronę sufitu.
- Gdzie?
- No jak to gdzie, na rynku... A Ty się czemu nie chcesz ożenić, przecież możesz zabrać żonę na poddasze - próbuje z rozsądkiem pomóc bratu w podjęciu poważnych życiowych decyzji.
- Nie, nie. To wykluczone. Ja mam tylko jedną cierpliwość i szkoda mi jej - kończy rozmowę Charli i ucieka na górę. Za nim, kręcąc tyłeczkiem radośnie podąża najbardziej zakochana w nim istota. 

2011-07-01

Pogoda pod psem


Nie lubię tego powiedzenia. Pies wtedy z czymś nieprzyjemnym mi się kojarzy, z czymś czego chciałabym uniknąć, z niechęcią wiszącą w powietrzu. Tymczasem kiedy na nich patrzę to zawsze świeci dla mnie słońce... nawet jeśli za oknem pada trzeci dzień. Kochani wracam, pojawię się tu niebawem, dziękuję za wszystkie e-maile, słowa zachęty, tęsknotę... to miłe. Za mną już wesele przyjaciółki, udane, zmęczeniem uwieńczone... znam już też wyniki matury siostry. Odetchnęłam. Wakacje z dziećmi zaczęłam. Czytamy, gramy, rysujemy, scrapujemy, jeździmy na wycieczki, chodzimy na spacery. Urządzamy uczty dla podniebień, z żalem żegnamy truskawki, witamy czereśnie i lody na patykach. I bose stopy. I noce w namiocie. I stary bujak na tarasie. Cieszę się na to lato, choć dłuższych planów wyjazdowych brak. Może Praga... wymarzona, na kilka dni. Zamiast włoskiej plaży w tym roku. Choć nie ukrywam, że morze gdzieś tam we mnie szumi,  tęsknię za spacerami nim jeszcze życiem tętnić kurort zaczynał. Ale Praga ma w sobie magię, której już nie mogę się oprzeć...
Odeszłam od tematu psiaków, a dziś obchodzimy ich święto. Choć moja miłość do nich jest niezmienna, bez względu na dzień, to jednak dziś z przyjemnością poświęcam im więcej czasu... jeśli oczywiście się wyśpią, bo to ich ulubione zajęcie. W różnych pozycjach, byle jak najbliżej siebie, poduszki, lalki, kolana. Uwielbiam ich.


A ten pochmurny dzień polecam książkę z psiakiem w tle FLUSH - Virginia Woolf. Ja przepadłam w objęciach słownych Philipa Rotha. Zaczęłam serię dziewięciu książek o Nathanie Zuckermanie.  Autor przez niemal trzydzieści lat tworzył swą najciekawszą postać - własne alter ego. Korzystając więc z bloga wysuwam do publiczności pytanie czy ktoś ma może dostęp (za rozsądną cenę) do książki "Amerykańska sielanka" i "Ludzka skaza". Bo tych dwóch tylko z całej serii mi brakuje. Miłego dnia, mimo szarości za oknem.

2011-06-17

Później

"Każdy człowiek prędzej czy później wymyśla sobie historię, którą uważa za swoje życie" Max Frisch



2011-06-13

Chwilowo mniej mnie tu będzie...


Nie ma mnie od jakiegoś czasu... zauważyliście zapewne... ale dobrze się mam :) Dni płyną z nurtem rwącej rzeki, noc za wcześnie skrada mi dzień, karuzela się kręci, spadam by znów się podnieść i móc chwilę później wysoko się unieść, mieć wiatr we włosach. Dzieci, praca jedna, druga, nowe pomysły i ślub przyjaciółki. W wolnej chwili rewelacyjna "Malina" Ingeborg Bachmann i "Lapidarium mistrzów" przed snem. Sporo się dzieje i pochwalę się jak już plany będą posunięte na tyle daleko, bym nie mogła się cofnąć. Niepewność mnie trąca, ale staram się jej nie ulegać. Ryzykuję... inaczej mówiąc kroczę w zgodzie z sobą. Chcę robić to co lubię, i równocześnie mieć czas dla rodziny... da się, w życiu nawet karierę można robić z głową. Choć ja tego co robię karierą nie nazywam, to słowo-pułapka, na szczęście nigdy się mnie nie trzymało. Było mi obojętne, i wobec niego i swojej pracy obojętna się stałam. Wolę kreatywność i głębsze przeżywanie życia, codzienności, pojedynczych godzin.  Słów, gestów, potknięć i uniesień. Moja wnętrze też. Duszę mam upartą, niesforną, suwerenną. Ciągle szuka swojego zacisza i nie ulega już okazjom. Iluzja ją zmęczyła. Pragnie bym to w końcu pojęła. Łatwe to nie jest, by w zgodzie z nią żyć. Ciągle się jej przyglądam. Ona mnie. Czasem nadal "opuszcza ciało bez słowa pożegnania... trudno zdobyć jej adres nie daje wieści o sobie", ale uśmiechamy się przy kolejnym zejściu... bo jednak bliżej nam już, niż dalej do zrozumienia.


Dusza Pana Cogito

Dawniej
wiemy z historii
wychodziła z ciała
kiedy stawało serce

z ostatnim oddechem
oddalała się cicho
na łąki niebieskie
dusza Pana Cogito
zachowuje się inaczej

za życia opuszcza ciało
bez słowa pożegnania

miesiące lata bawi
na innych kontynentach
poza granicami Pana Cogito

trudno zdobyć jej adres
nie daje wieści o sobie

unika kontaktów
nie pisze listów

nikt nie wie kiedy wróci
może odeszła na zawsze

Pan Cogito usiłuje pokonać
niskie uczucie zazdrości

myśli o duszy dobrze
myśli o duszy z czułością

zapewne musi mieszkać
także w innych ciałach

dusz jest stanowczo za mało
jak na całą ludzkość

Pan Cogito godzi się z losem
nie ma innego wyjścia

stara się nawet mówić
-moja dusza moja-

myśli o duszy tkliwie
myśli o duszy z czułością
więc kiedy się zjawia
nieoczekiwanie
nie wita jej słowami
- dobrze że wróciłaś

patrzy tylko z ukosa
gdy siada przed lustrem
i czesze swoje włosy
splątane i siwe

Zbigniew Herbert

2011-06-05

Cały Cieszyn czytał dzieciom...



Chciałoby się tak podsumować szlachetną akcję wielkiego czytania dzieciom, ale wiadome jest, że takie imprezy skupiają różnych ludzi. Tych od balonów, szturchania i pochłaniania bez opamiętania wszystkiego co za darmo też. Nieważne jak bawili się inni, nam czas upłynął bardzo miło, choć upał momentami doskwierał i sił brakowało. Jednak każdy zakup, od kolorowanki na książkach skończywszy uskrzydlał, zarówno dzieci, jak i mnie, bo radość to wielka kiedy patrzę jak z chęcią sięgają po książki :)
Wszystko rozpoczęło się na granicy, na Moście Przyjaźni, gdzie Maciej Orłoś i Ewa Farna na tarasie Kawiarenki Literackiej NOIVA  (to była pierwsza międzynarodowa akcja "All of Europe Reads to Kids") poprowadzili część oficjalną, zwieńczoną głośnym czytaniem "Lokomotywy" J. Tuwima przez Edytę Jungowską. Organizatorzy zadbali o to, by rozdać wszystkim chętnym tekst wiersza i kilka minut po jedenastej cały most dudnił od siły jednocześnie czytanych słów: (...) i koła turkocą, i puka, i stuka to: tak to to, tak to to, tak to to! Chwilę później wszyscy patrzyli w niebo usłane kolorowymi balonami, w barwach Polski, Czech i Unii Europejskiej, które wiatr długo prowadził wzdłuż rzeki Olzy. Później impreza dalej toczyła się już na Rynku, wokół którego kursował pociąg wypełniony głośnym czytaniem. Lolę zafascynowała nie tyle Edyta Jungowska, co otaczające ją Pippi Pończoszanki i skończyło się to zakupem przygód tej najdziwniejszej na świecie dziewczynki, do których zresztą sama chętnie co wieczór od kilku dni wracam... i to na znacznie dłużej niż 20 minut dziennie, codziennie... jak nawołuje do tego kampania "Cała Polska Czyta Dzieciom". Czytajcie dzieciom... ile chcą dziennie, codziennie. I sami też czytajcie, bo jak wiadomo dzieci są jak lustra.

Kawiarenka Literacka NOIVA

Wypuszczenie balonów

"Wielkoludy" :)

Przejście korowodu z NOIVY na Rynek

Pies policyjny Sznupek

Edyta Jungowska, Piksel i  Pippi Pończoszanki :)

Ciotka Klotka i Pan Tik - Tak... rewelacyjni jak zwykle :)

2011-05-27

If you wish...

Karuzela

 
Karuzela


Przykryta dachem w swoim cieniu krąży
przez małą chwilę gromada radosna
rumaków kolorowych, wszystkich z kraju,
co długo zwleka, nim upadku dozna.
Inne do wozów zaprzężone są,
lecz wszystkie dość wesołe mają miny,
zły lew czerwony kroczy razem z nimi,
a zaraz potem stąpa biały słoń.


Jest nawet jeleń, zupełnie jak w lesie,
tyle że dźwiga siodło, a na górze
niebieskie dziewczę przytroczone jedzie.


Na lwie zaś biały chłopiec mocno ściska
w szalonym pędzie rozpaloną dłoń,
lew pokazuje język i zębiska.


A zaraz potem stąpa biały słoń.

Na szybkich koniach mkną jedna za drugą
dziewczyny jasne, tym końskim wyskokom
poddane całkiem; gdy już są wysoko,
patrzą gdzieś w górę przez chwilę niedługą –


A zaraz potem stąpa biały słoń.

Tak to się toczy i kręci uparcie,
biegnie i spieszy bez żadnego celu.
Czerwień i zieleń, i szarość w tym biegu,
i mały profil ginie, nim się zacznie. –
Radosny śmiech rozlega się niekiedy,
rozbłyska nagle i od razu gaśnie
w nieustającej tej gonitwie ślepej… 



Pierwodruk: „Poezje nowe. Życie Maryi”, Rainer Maria Rilke. Przeł. Andrzej Lam. Warszawa 2010

Wiersz pochodzi ze strony http://rilke.pl/

2011-05-24

Apokalipsa


"Koniec świata zaczyna się nie od wybuchu wulkanów, tylko od pomieszania języków.
Jak ja zacznę mówić do ciebie: to nie jest twoja noga, tylko moja noga, albo: to nie jest kawa, tylko papieros - to to jest nienazywanie, niedawanie rzeczom słowa. W tej chwili w środowiskach intelektualnych, nie wszystkich oczywiście, panuje wdzięczny bełkot. Im głupiej, tym mądrzej; im zawilej, tym wytworniej.
Prowadzi to do absolutnego końca świata"

                                                                                                               Zbigniew Herbert
                                                                       

"Lapidarium mistrzów", Biblioteka Gazety Wyborczej, str.45


2011-05-20

X Ogólnopolski Tydzień Czytania Dzieciom - 1 czerwca uroczysta inauguracja w Cieszynie

"W dniach 29 maja - 5 czerwca 2011 r. z przyjemnością zapraszamy wszystkich entuzjastów książki i czytania do udziału w Jubileuszowym X Ogólnopolskim Tygodniu Czytania Dzieciom (X OTCD).

Tegoroczna Centralna Inauguracja Tygodnia Czytania - po raz pierwszy międzynarodowa - odbędzie się 1  czerwca w Cieszynie (woj. śląskie). X OTCD rozpocznie obchody Jubileuszu 10-lecia kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”, w którą zaangażowanych jest już blisko 6400 Koordynatorów i Liderów oraz 2600 miejscowości w całym kraju.

Centralna Inauguracja X OTCD odbędzie się 1 czerwca w Cieszynie. Będzie to zarazem Inauguracja I  Międzynarodowego Tygodnia Czytania Dzieciom, organizowanego wspólnie z siostrzaną czeską Fundacją "Celé Česko čte dětem”. W dniu Inauguracji na moście granicznym łączącym Polskę i Czechy zostanie uroczyście odczytana  „Lokomotywa” J. Tuwima a następnie Jaromir Nohavica zaintonuje czeską piosenkę „Kozel”. Na tarasie Czytelni i Kawiarni Literackiej NOIVA w Czeskim Cieszynie Goście Specjalni z Polski, Czech i innych krajów oraz delegacje dzieci podpiszą proklamację programu „Cała Europa czyta dzieciom” - „All of Europe Reads to Kids”, którego celem jest propagowanie głośnego czytania dzieciom w krajach europejskich. Następnie dzieci polskie i czeskie przejdą w bajkowych korowodach na rynki swych miast. Na Rynku Głównym Cieszyna odbędzie się impreza edukacyjna „Cała Polska czyta dzieciom i bawi się bezpiecznie”, organizowana we współpracy z lokalnymi Służbami Mundurowymi. Poprowadzą ją dziennikarka radiowej Trójki Katarzyna Stoparczyk i Maciej Gąsiorek, aktor Teatru Rampa, znany dzieciom jako krasnoludek Piksel. Na uczestników imprezy czeka mnóstwo atrakcji, m.in. występy teatralne, liczne gry i zabawy, miasteczko ruchu drogowego oraz oczywiście – głośne czytanie. Na zakończenie wystąpi zespół „Fasolki” z Ciotką Klotką i Panem Tik -Takiem.

Inauguracji towarzyszyć będzie debata nt. perspektyw kultury, edukacji i czytelnictwa pt. „Jaka kultura?” z udziałem młodzieży gimnazjalnej i licealnej oraz polityków, dziennikarzy, przedstawicieli świata kultury, m.in. Edyty Jungowskiej, jurorki konkursu „Jaka kultura?”. Goście z zagranicy spotkają się w tym czasie przy Okrągłym Stole, aby omówić strategię wprowadzenia w życie programu „Cała Europa czyta dzieciom”. Następnie Edyta Jungowska oraz Maciej Orłoś odwiedzą Zakład Karny w Cieszynie, gdzie odbędzie się spotkanie z dziećmi więźniów. Zaproszeni goście i wolontariusze rozpoczną tam program czytania i zainaugurują powstanie kącika czytelniczego dla dzieci w sali widzeń. Całość zakończy wieczorny koncert galowy Roberta Janowskiego i lokalnych artystów w Teatrze Cieszyńskim.

Także w Teatrze Cieszyńskim, w dniu 31 maja, o g. 19.00, będzie można wysłuchać scenicznej wersji książki Mariusza Szczygła pt. „Gottland“ w wykonaniu znanego czeskiego zespołu LISTOVANI.

W czwartek, 2 czerwca, zapraszamy na konferencję edukacyjną „Mądre wychowanie”, podczas której wykłady wygłoszą: Dorota Zawadzka, psycholog i telewizyjna Superniania, Irena Koźmińska, Prezes Fundacji ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom, Elżbieta Olszewska, Dyrektor Programowy Fundacji oraz Bogdan Kocurek, Dyrektor Książnicy Beskidzkiej.

Organizatorami Centralnej Inauguracji X Ogólnopolskiego Tygodnia Czytania Dzieciom oraz I Międzynarodowego Tygodnia Czytania Dzieciom w Cieszynie są: Fundacja „ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom”, Fundacja „Celé Česko čte dětem", Miasto Cieszyn, Biblioteka Miejska w Cieszynie. Partnerem Debaty jest Biblioteka Śląska. Imprezę plenerową „Cała Polska czyta dzieciom i bawi się bezpiecznie” współorganizują cieszyńskie Służby Mundurowe.

Współorganizatorem Jubileuszowego X Ogólnopolskiego Tygodnia Czytania Dzieciom jest Narodowe Centrum Kultury.

Patronat nad Jubileuszem 10-lecia kampanii czytania objęli:  Anna Komorowska, Pierwsza Dama, Katarzyna Hall, Minister Edukacji Narodowej, Radosław Sikorski, Minister Spraw Zagranicznych, Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka. W skład Komitetu Honorowego Jubileuszu wchodzą m.in. prof. Jerzy Buzek, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Wanda Chotomska, poetka, Bohdan Butenko, ilustrator i autor, dr Juliusz Braun, Prezes Zarządu Telewizji Polskiej S.A., Jerzy Baczyński, Redaktor Naczelny Polityki i inne osobistości"
 
( powyższy tekst pochodzi ze strony  Cała Polska czyta dzieciom )

Tutaj plan obchodów całego jubileuszu 10 -lecia kampanii "Cała Polska czyta dzieciom"

Ja i moje dzieci mamy w tym roku szczęście... :)


Philip Roth nagrodzony


Jestem właśnie na etapie fascynacji tym pisarzem i odebrałam dziś przesyłkę z czterema pierwszymi częściami historii o Nathanie Zuckermanie. Jakże więc przyjemnie było przeczytać tutaj Salon Kulturalny, że mój wybór jest właściwy (choć rzadko się sugeruję nagrodami). Man International Booker Prize to prestiżowa nagroda przyznawana co dwa lata żyjącemu pisarzowi tworzącemu po angielsku. Nagroda honoruje całościowy wkład autora w literaturę piękną. Po dwóch przeczytanych książkach Philipa Rotha zgadzam się z tym wyróżnieniem, choć nie wszyscy zapewne są równie zgodni, również ci z kręgu ważnych ludzi świata literackiego. Nawet na samym festiwalu pisarzy w Sydney, gdzie fakt o zwycięstwie został ogłoszony, nie obyło się bez skandalu. Jedna z kobiet wchodzących w składu jury ( Carmen Callil - krytyczka i wydawca) w ramach sprzeciwu przeciw wyborowi Philipa Rotha zrezygnowała z dalszego zasiadania w jury. Kulisy pewnie pozostaną nieznane, co i tak nie ma żadnego znaczenia. Mną Roth zupełnie zawładnął i pociąga mnie ta jego szczerość i sugestywność.

2011-05-19

Skalniak w polu, czyli taniec z kopaczką trwa

Już chyba trzeci tydzień staram się w wolnych chwilach ogarnąć ogród. Wszystko niby nabiera odpowiednich kształtów i efektu zadbania... ale pracy nadal sporo i szczerze mówiąc nie widać końca. Koszę, grabię, sadzę, kopię, przesadzam, przekopuję, przenoszę, podlewam, przycinam... Mam wiecznie trawę na twarzy, ziemię w  butach i jasność słońca przed oczami nawet kiedy zasypiam. Tak, jestem zmęczona! Nie będę ukrywać, że jestem cholernie zmęczona i cierpi mój kręgosłup, ale kiedy rano, przed wyjazdem do pracy wychodzę na taras z kubkiem kawy, i tylko zapach kwiatów i ptasi śpiew mnie otacza, to mam znowu siły na cały kolejny dzień :)

                                               ( tak wyglądał skalniak przed oskalpowaniem :)

                                                        ( a tak wygląda z lotu ptaka teraz :)

                                  ( jeszcze wymaga dopieszczenia, jak wszystko w moim życiu...)

                                   ( na koniec moje ulubione majowe kwiaty... dom pachnie cudnie)


2011-05-16

"Everyman" Philip Roth


Twórczości Philipa Rotha do tej pory nie znałam, ale moje myśli krążyły wokół tego prozaika amerykańskiego od czasu, kiedy na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie zakupiłam jego książkę pt. „Duch wychodzi”. Bezmyślnie zupełnie, nie analizując wcześniej jego twórczości. Chciałam po prostu natychmiast mieć Philipa Rotha na półce, tego samego, który zdaniem wielu krytyków jest pretendentem do Literackiej Nagrody Nobla. Jak się jednak okazało, zakupiłam pechowo dziewiątą część (według autora już ostatnią) z cyklu o Nathanie Zuckermanie. Postanowiłam więc trzymać się chronologii i przeczytać osiem pierwszych czyli: „Cień pisarza”, „Zuckerman wyzwolony”, „Lekcja anatomii”, „Praska orgia”, „Przeciwżycie”, „Amerykańska sielanka” ( w 1997r. za tę właśnie powieść otrzymał Nagrodę Pulitzera), „Wyszłam za komunistę” i „Ludzka skaza”, a „Duch wychodzi” musi przeczekać na swoją kolej. Czy się doczeka? Myślę, że tak i to jeszcze w tym roku, bo po przeczytaniu „Everymana”, kolejnej odrębnej książki tego autora, jestem mu już zupełnie oddana. Philip Roth pisze tak sugestywnie, że dosłownie zostaje w pamięci odgłos ziemi padającej na wieko trumny.

Everyman” to krótka powieść nawiązująca tytułem do słynnego amerykańskiego moralitetu z piętnastego wieku, której legendarny bohater wyrusza na spotkanie ze śmiercią i zdaje sprawozdanie z życia. Bohatera Rotha, człowieka bez imienia, poznajemy już w zasadzie jako nieboszczyka, dołączając do rodziny skupionej nad jego grobem. Z boku przyglądają się pochówkowi jego dwaj niewzruszeni okolicznościami synowie z pierwszego, dosyć burzliwego małżeństwa, a także córka z drugiego małżeństwa wraz z matką, prywatna pielęgniarka, brat Howard z żoną i kilku emerytów, przyjaciół z ostatnich lat życia bohatera. Od samego początku więc zna się zakończenie... bo czyż tak właśnie w życiu nie jest? Świadomość śmierci odsuwamy na dalszy plan, ale jej ruch jest nieuchronny. Powolny bądź zaskakujący, ale bez możliwości naszego wobec niej uniku. Jesteśmy bez szans, nasza rola w życiu polega na tym, by być na nią przygotowanym. Co jest przecież niemożliwe, bo analizowanie życia pod kątek naszej śmiertelności wpędziło by nas jedynie wcześniej do grobu.
Everyman” Rotha umiera mając siedemdziesiąt jeden lat. Przez jego życie na ziemi prowadzi nas Narrator, jakby odpowiednik Boga, który na okoliczność przyjęcia go w bramy niebieskie wystawia mu krótką notkę biograficzną. Wspomnienie jakich miliony, i tu najbardziej doskwierał mi fakt, że bohater nie ma imienia. Życie nakłada się na życie, kości na kości, mogiły cmentarne zlewają w jedno rozległe wspomnienie o ludzkiej egzystencji. Zmierzamy wszyscy w tym samym kierunku i nasze przeżywanie życia może jedynie wpłynąć na samopoczucie w wieku, kiedy przychodzi moment podsumowań (…) Mamy tylko ciało, które rodzi się i umiera na wzór innych ciał, które żyły i poumierały przed nami (…).
Everyman Rotha był grafikiem reklamowym w nowojorskiej agencji, przeszedł przez trzy rozwody, dziesięć operacji, prowadził bujne życie erotyczne, po drodze porzucił gdzieś ambicje artystyczne, kilka razy zbłądził, jako ojciec i człowiek. Sam nie ma o sobie dobrego zdania (…) wyrodny ojciec, zawistny brat, niewierny mąż, nieudany syn (...) ciągle schorowany, bojaźliwy, odkładający samotność i śmierć na później, ale świadomie z żalem stwierdzający: Mój Boże – pomyślał sobie – co ze mnie zostało? Czy gdyby przeżył życie inaczej, byłby z niego bardziej zadowolony i analiza końcowa byłaby mniej brutalna? To wątpliwe. Nie da się żyć idealnie, a śmierć ma to do siebie, że zbliżając się rozbudza wszystko to co negatywne, choćby to były pojedyncze incydenty. Zawsze będzie się nam wydawało, że uczyniliśmy zbyt mało, by odejść bez lęku i z godnością. Walka trwa do ostatnich chwil, nawet jeśli wydaje się z pozoru, że jesteśmy już gotowi. Taka nasza ludzka skaza, jesteśmy, by nagle móc bez znaczenia dla świata zniknąć.


(…) Bo najsilniejszym niepokojem życia jest śmierć. Bo śmierć jest taka niesprawiedliwa. Bo kiedy człowiek zasmakował życia, śmierć wydaje się czymś nienaturalnym (…)



Tytuł: Everyman
Tytuł oryginału: Everyman
Autor: Philip Roth
Przełożyła: Jolanta Kozak
Ilość stron: 166
Wydawnictwo: Czytelnik, Warszawa 2008



Trzynaście lat temu, mój kolega zdał maturę, dostał się na wymarzone studia i wraz z przyjaciółmi zorganizował wyprawę na rowerach świętującą oba te wydarzenia. Zjeżdżając z Kubalonki zderzył się czołowo z samochodem i zginął na miejscu. To była moja pierwsza, radosna, dziecięca miłość, w pierwszych klasach podstawówki. Trzymaliśmy się za ręce pod szkolną ławką, śledziliśmy się nawzajem na szarych szkolnych korytarzach. Śpiewaliśmy wspólnie na szkolnej akademii piosenkę o gumie balonowej Donald, on z kołnierzykiem wyjętym poza brązowy sweterek, ja w plisowanej granatowej spódniczce i z długim warkoczem, za który ciągnął mnie często jego o głowę mniejszy kolega. Potem nasze drogi się rozeszły, ale zawsze kiedy mijaliśmy się na ulicy, to z sentymentem w oczach. To jedyny zmarły, który mi się śni. Czasem nawet raz w miesiącu. Kilka dni temu odwiedziłam go na cmentarzu. I wspominałam piosenkę „z Donaldem w kieszeni” i mimo iż wiem, że to wszystko nieuchronne, to godzić się z tym nie potrafię. Po tylu latach na jego pomnik spadły moje łzy.


2011-05-09

Zakopałam się...


Świerki srebrzyste, pomidorki, papryka, sałatka, pietruszka, rzodkiewka, kukurydza, poziomki... pelargonie, bez, caragana pendula, kwiatki, kwiatuszki, trawki, skalniaki. Do kawy "Zapachy miast" Dawida Rosenbauma, soczysta zieleń wokół, drobne przyjemności dnia słonecznego... skóra chłonie promienie, włosy trawę świeżo skoszoną, bose stopy drewno tarasowe.
Nie wiem kiedy tu wrócę...
Nóg, rąk i kręgosłupa nie czuję, ale powstrzymać się nie mogę. Przepadłam w ramionach wiosny :)
 

2011-05-03

"Pozwalają ci nawet sądzić, że już bliski jesteś mądrości, chociaż ty się tylko oddaliłeś od swojego prostego spokoju (...)"


"Niektórzy mówią o książkach jako o zaczarowanym świecie, o tym, ile zawdzięczają książkom w swoim życiu, wspominają, jak to je czytali po kryjomu nieraz, nie przy świetle, lecz przy księżycu, nie przy stole, lecz gdzieś na drzewie w listowiu, ale ja tam mozoliłem się nad nimi dzień w dzień, świątek, piątek, i niczego dobrego nie zaznałem prócz zwątpień. A przecież długo im ufałem, dopóki jeszcze żywiłem nadzieję, że kiedyś dam radę tej wielkiej bibliotece. Nie przejmowałem się, że drwi ze mnie, pewna swojej niedostępności, dufna, że pognębi każdego, kto się tylko z nią zmierzy, a już mnie na pewno, ale wierzyłem, że przyjdzie kiedyś taki dzień, gdy wezmę do ręki ostatnią książkę i poczuję wielką ulgę, o której marzyłem, nie mściwość zaspokojoną, lecz właśnie ulgę. Skąd mogłem wiedzieć, że książki nie są martwe, lecz jak stworzenia przewrotne, podstępne, nieżyczliwe, bo gdy nie mogą strachem zmóc, wtedy cię kuszą, obiecują więcej, niż mogą, niby otuchy ci dodają, a zwodzą, wciągają cię w tę swoją mądrość niby jasną, przestronną jak pańskie pokoje, lecz kiedy się dobrze rozejrzysz, widzisz, żeś w zwątpienia spętany. Pozwalają ci nawet sądzić, że już bliski jesteś mądrości, chociaż ty się tylko oddaliłeś od swojego prostego spokoju. Szukasz jasności, a tymczasem mądrość ma wiele twarzy. (...)"

Wiesław Myśliwski "Nagi sad", Wydawnictwo Znak, Kraków 2011, str.173

Oddaliłam się od swojego prostego spokoju, i próbuję tę książkę mądrością ująć, ale zbyt mnie onieśmiela mistrzostwo Wiesława Myśliwskiego, bym mogła cokolwiek w tej chwili napisać.